27 grudnia, 2009

SCORE

Time Perspective

Past-negative 3.30
Past-positive 3.78
Present-hedonistic 3.60
Present-fatalistic 2.44
Future 3.46

Not bad. Not bad at all.
Zimbardo Time Perspective Inventory - http://www.thetimeparadox.com/surveys/ztpi/

22 grudnia, 2009

"Książę znowu stawał wobec jednej z sycylijskich zagadek. Na tej pełnej tajemnic wyspie, gdzie domy są zaryglowane, a chłopi zapewniają, że nie wiedzą, którą drogą można dojść do wsi, gdzie mieszkają, dobrze widocznej na wzgórzu i odległej o dziesięć minut marszu, właśnie na tej wyspie, pomimo ostentacyjnego puszenia się luksusem posiadania tajemnicy, trzymanie języka za zębami było czystym mitem."

Giuseppe Tomasi di Lampedusa, Gepard

Stąd, że taka atmosfera pogranicza. Niby się znamy, wracamy w pamiętane miejsca, a jednak wróble zamiast gołębi i strzelanie do sąsiadów. A mnie soczysty pomarańcz i obietnica każą śnić perwersyjnie.

18 grudnia, 2009

TRANSFORMER

takie rozmowy albo książki, po których nie można dojść ze sobą do ładu. czasem nawet zdania. ostatnio to porównanie Becketta i Bacona, neurozy zakopanej do pasa Winnie i krwistego soczystego dynamizmu tuszy na haku. ostateczność ciała w jego najbardziej parszywej i uciążliwej formie, piękno i konwulsja w próżni, dla nikogo. i jeszcze Stryjkowski z Faulknerem. czas dobranych par, które wpadają w czarne dziury, przez oczy i uszy.

11 grudnia, 2009



Marcia Smilack, The other me. Synesthesis & Photography

10 grudnia, 2009

"(...) Ile takich wagonów
krąży po świecie. Ile takich wagonów krąży
we mnie. Ile nieogrzewanych wagonów
nigdy się ze mną nie zderzy."

Tadeusz Dąbrowski, "Czarny kwadrat" (nieliczni wiedzą, że na czarnym tle)

29 listopada, 2009

Boris.






Boris Mikhailov z cyklu "Yesterday's sandwich".

15 listopada, 2009

zmęczenie.
niezgoda.

i co z tym zrobimy?

05 listopada, 2009

"Było w Tobie tyle straconego czasu, byłaś tak bardzo kształtem czegoś, czym byłabyś mogła być w innym układzie, że obejmowanie Cię i posiadanie stawało się czymś zbyt tkliwym, zbyt graniczącym z dobroczynnością (...)"

Julio Cortazar, Gra w klasy

31 października, 2009

29 października, 2009

Daily Mail Versus Le Monde.

Na zarządzaniu kulturą tylko 1/5 studentów przeczytała kiedykolwiek książkę, która wpłynęła na zmianę ich myślenia. I jeszcze są oburzeni, że się tego od nich wymaga, że oczekuje się od 22-latka jakiejkolwiek refleksji w stosunku do lektur, które spotykał w świadomym życiu. Albo to jest żenujące albo jestem nieznośnie archaiczna. Nie wykluczam żadnej możliwości.

Ja jestem Le Monde. Bez niektórych książek nie istnieję. Ale odczuwam zrozumienie dla Barbary Skargi, która na pytanie: Która z książek prof Kołakowskiego jest dla Pani najważniejsza? odpowiedziała: To zbyt osobiste pytanie.

27 października, 2009

law of attraction

No i jest dziwnie, jakby wszystko na miejscu. Nowe plany (mieszkaniowe głównie, ale wyjazdowe też coraz wyraźniejsze) napędzane dużą dawką nowości, nawet jeśli w tej kategorii mieszczą się wymagające teksty o fenomenologii czytania. Może przez wzgląd na tytułowe prawo przyciągania, reklamowane tak absurdalnie i nachalnie magicznie, że próbuję z przekory. Poza tym jakiś czas dla siebie, sytuowanie się (chwilowo wirtualnie, ale docelowo materialnie) w szerszym kontekście, chwilowy emocjonalny constans. Pomysł na magisterium. A w tle wszystkiego "my bad fortune slipping away".

PEES: Gratuluję, Misia. I życzę dziewczynki, bo z chłopakami nigdy sobie nie radziłaś:)

23 października, 2009



Wojtek Bąkowski, laureat Spojrzeń 2009. Artysta rozpoznawalny. Po oddechu.

21 października, 2009

we must be woods

ROBERT KELLY, LITHUANIAN ELEGY (for Jonas Mekas)

Mist mist my beauty lost
I hear an old man talking

We must be woods
Wise women tied ribbons to branches

The wind knows how to read
So much water in this little river

Don't lose the old religion Moon
We are strong because we need(...)

I have taught my daughter the names of trees
touch no one till the sun goes down

You saw a man bleeding on the river bank
we wash and wash and never come clean

We know each other by the way we walk
red ribbons like strips of meat in the rain.

14 października, 2009

06 października, 2009

"Istnieje tajemna więź między powolnością a pamięcią, między szybkością a zapomnieniem. Przywołajmy sytuację najzupełniej banalną: ulicą maszeruje mężczyzna, nagle chce coś sobie przypomnieć, lecz wspomnienie mu się wymyka. W takiej chwili mężczyzna machinalnie zwalnia kroku. Natomiast ktoś, kto próbuje zapomnieć o niemiłym incydencie, który właśnie przeżył, przyspiesza machinalnie swój chód, tak jakby chciał oddalić się szybko od tego, co w czasie jest jeszcze zbyt niego bliskie.

W egzystencjalnej matematyce doświadczenie to przybiera formę dwóch podstawowych równań: stopień powolności jest wprost proporcjonalny do siły pamięci; stopień szybkości jest wprost proporcjonalny do siły zapomnienia."

Milan Kundera, Powolność
.




.



.

26 września, 2009


Bogdan Konopka, Oradea, 24.05.2000

Specjalnie dla Ciebie. A już niedługo ersatz bliższy naturze, autentyczny cukier.

22 września, 2009

meble z przeszłością

Ostatnie poszukiwania stołu wzbudziły sentyment. Przypomniała mi się nieodżałowana ława z pierwszego mieszkania moich rodziców; stół, przy którym zasiadało 15 osób na okoliczność obchodzenia Bożego Narodzenia u Babci Ady (a który w tym roku znalazł przeznaczenie w czyimś kominku); moje jasne, proste biurko. I kiedy natknęłam się na projekt Agnieszki Lasoty "Meble z przeszłością" stwierdziłam, że to jest stół, jakiego pragnę. I to jest rodzaj kultywowania pamięci, którego pożądam. Dwa materiały tak inne: transparentność szkła i ciężar gatunkowy drewna; nowy początek i zapach minionych zim. Tak doskonale połączone, a w środku kawałek opowieści.

Robię się sentymentalna.

17 września, 2009

14 września, 2009

Y fue el amor labor de joyería.

Hundidos en la grasa del placer
fundimos todo el oro de la tierra.
Como relojes locos nos quisimos
a noche entera en un abrazo luminoso.
Se nos alegraron las gargantas de pelos.
Jamás unas axilas han tenido tanto sabor a sábado.
Hubiera podido cenarme su ropa.
Sus pendientes, bizcochos.
Nobody, not even the rain, has such small hands.

Y nuestros cuerpos, zafiro derretido.


(Ramón Irigoyen, ze zbioru De cielos e inviernos)



11 września, 2009

10 września, 2009

06 września, 2009



Siergiej Paradżanow, "Barwy granatu". II klasa liceum.

02 września, 2009


01 września, 2009

Coup de grâce

Przygotowania do wielkiego wyjazdu trwają. Jednego dnia powrót na łono rodziny oraz spotkanie z przyjaciółmi z liceum. Trzy lata - próba czasu. Może znajdziemy się znudzonymi wspomnieniami, żądnymi nowych wrażeń; a może wręcz przeciwnie - to, co teraz, odejdzie na drugi plan wobec tego, co było. W każdym bądź razie czuję, że nie obejdzie się bez walki. Tym bardziej emocjonującej, że najprawdopodobniej mój Wariant Życiowy z Przeszłosci zapozna sie z moim Wariantem Życiowym z Teraźniejszości. Zazdroszczę tym, co na trybunach; ja w środku pola bitwy wystawiona będę na eleganckie, szybkie i powierzchowne pchnięcia.

26 sierpnia, 2009

a need of reaction


Chcemy, żeby coś się stało. Żeby akcja wywołała reakcję. Ten, kto bije, od czasu do czasu ma ochotę zostać uderzony. Niespodzianki chcemy robić sobie symetrycznie. Całować w te same policzki. A raz na jakiś czas zamienić się miejscami.

(powyżej obraz Marcela van Eedena "The Zurich Trial, Part 1: Witness for the prosecution". Jego czarno-białe rysunki, codziennie umieszczane w internecie, inspirowane są obrazami prasowymi sprzed 1965 roku. Towarzyszą im często fragmenty tekstu sztuki T.S.Elliota "The coctail party")

24 sierpnia, 2009

W tym cyklu zawsze nadchodzi czwarty tydzień. Podobnie jak po przygnębiającym filmie zawsze nadchodzi smutek-bez-powodu; wyliczenie swych dawnych miłości, czytanie wierszy o zmroku. I bach! kumulacja. Jak szóstka w totku, czeka nas niezapomniana noc!

Po kąpieli w ukropie o czwartej nad ranem powietrze jest całkiem świeże, podobnie jak myśli.

22 sierpnia, 2009

dziś nie


piję miętę-dużo-mięty. czytam

19 sierpnia, 2009

-A Ty jesteś niewinny?
-Jestem bardziej skomplikowany.


(Księżniczka Angina, Roland Topor)

16 sierpnia, 2009

12 sierpnia, 2009

Niosłem Ci kanapeczkę; Karlis Verdins

"To, że moje organy wewnętrzne są tak posłuszne kontroli, nie znaczy wcale, że ich nie mam. Wątroba, płuca, nerki wciąż krążą wokół mojego serca, świecąc i płonąc.
Wiele małych gwiazdeczek bije we mnie, połyskując; kołyszą się i opadają. I wtedy się rozchorowuję. W pokoju światło i ciemność zmieniają się powoli miejscami. Czuję to - wiele małych miasteczek krąży wokół Rygi, piszcząc i drżąc z zimna.
Co chwilę tracę ogromne ilości energii i ciepła. Dlatego chcę, żebyś krążył wokół mnie po niskich orbitach."

11 sierpnia, 2009

pierwszy post na białym komputerze

Reset tego, co było. Nowy początek. Nie śnią mi się już koszmary.

02 sierpnia, 2009

dwa wcielenia Pięknej Remedios:

Kamila Kulik

Joanna Rajkowska

23 lipca, 2009

you may find it a bit sentimental




Prywatna plaża w Marina di Pisa, 15 minut drogi od miasta. Nasz camping mieścił się po drugiej stronie ulicy biegnącej równolegle do morza. Było gorąco, a pierwszej nocy igły z okolicznych drzew spadały na namiot z taką siłą, że ilekroć budziłam się w nocy, przerażała mnie siła deszczu. Pewnego dnia przyjechała diabelska maszyna i w ciągu godziny wycięła hektar lasu, bez pytania zabierając nam cień. Ratownicy na tej plaży pochodzili z Jamajki.




Plaże były kamieniste, co 500 metrów stały na bulwarze takie wagi. Wieczorami, takimi jak ten, chodziliśmy na spacery i rytualnie zjadaliśmy melona patrząc na fale. I zastanawiając się, myśląc chyba każdy o czymś innym. Odchodziliśmy z nadbrzeża dosłownie słoni od kropel. Kiedyś morze wyrzuciło na brzeg meduzę.




Spędziliśmy dzień w Pizie. Campo dei Miracoli faktycznie wygląda niezwykle. Porażająca ilość białego marmuru dekorowanego ażurowymi oknami i cieniutkimi wieżyczkami skontrastowana z idealnie zielonym trawnikiem, którego pamięć sięga zapewne co najwyżej zeszłej wiosny. Chmara ludzi, którą udało mi się wydestylować. Pamietam też niemiłosierny upał, zagubienie w sieci małych uliczek i najdroższe espresso świata.




Nie ufał mi. Bawiliśmy się kamykami. Chciałam to zdjęcie zrobić w tajemnicy, ale się nie udało. W każdym bądź razie powstał taki intymny Mitoraj, piękny moim zdaniem. Nad tą wodą rozmawialiśmy też dużo o planach na przyszłość. Najbliższe - mieszkaniowe - właśnie się realizują.



Florencja mnie zaskoczyła. Taka piękna na każdym kroku, a jednocześnie taka naturalna, niewymuszona. Zaraz za tym mostem znajduje się ewenement w historii architektury - jeden z niewielu istniejących mostów zamieszkanych. Wygląda z daleka jak stelaż, do krótego poprzyklejane są kolorowe lepianki. Miłość od piewszego spojrzenia. Poza tym odwiedziliśmy Uffizi, i to również było przeżycie estetyczne. Plus kawa i panorama.



Pierwszy dzień we Francji. Arles, pączkowanie małych knajpek. Wieczorem pobyt nad rzeką z Tomkiem i Karolem, opowieści z podróży i atak komarów, którego efekty jeszcze długo będa widoczne. Pierwszy raz piłam tam dobre różowe wino. Następnego ranka mieliśmy odwieźć chłopców na pociąg do Marsylii, ale się rozmyślili i zwiedziliśmy Avignon, który podczas festiwalu teatralnego faktycznie zamienia sie w miasto obłąkanych.



"Failed attempt to photograph reality" by Duane Michals. Jedna z ciekawszych wystaw podczas Rencontres d'Arles. Poza tym Without Sanctuary - zestaw archiwalnych pocztówek fotograficznych ze Stanów, prezentujących rzezie Ku Klux Klanu dokonywane na ludności kolorowej. Wstrząsające. Nie mniej poruszające dokumenty Nan Goldin oraz jej prywatna kolekcja zdjęć. Tabu ciała i jego wszelkich wykorzystań, naruszeń, ubytków i pogwałceń ukazane na wszystkie możliwe sposoby.



U nas nie umieszcza się na karuzeli Byka i Świni, więc uznałam to za odpowiedni materiał do uwiecznienia. Niedaleko stamtąd znajdował się park, obok którego Gutek kupował marokański piasek (jego wypalenie okazało się zgubne dwa dni później, ale to zakazana historia), a także posterunek policji, który kilkakrotnie odwiedziliśmy w celach mniej rekreacyjnych, niżbyśmy tego chcieli (kolejna opowieść z cyklu szszszsz...).



Hall naszego hotelu w Arles. Ciepły i kojący. Ten hotel za dużo zobaczył i usłyszał (naked woman wraped in a white towel, strolling through hotel yard, watching her palm holding a cigarette, nervously shaking). Dużo mnie nauczył.




Ostatni przystanek w podróży - hotel w Karlsruhe. Zdjecie robione z fleszem, o świcie; wszystko, co się świeci, to woda - przez cały dzień padało. Niemiecka ziemia była dla nas nieprzyjazna. Dostałam mandat, choć nie prowadziłam samochodu. Kawa i herbata były niedobre, a temperatura nie przekraczała 16 stopni. Mimo to podróż była udana.

Powrót ma swoje prawa.


22 lipca, 2009

z archiwum. znalezione przy przeprowadzce.

Papieros. Lufa rewolweru. Kobiecy palec serdeczny. Sznur marynarski. Gałąź. Wąż ogrodowy. Boże, jaka jestem głodna.

Nie no, to pewne, że nie chciał ze mną rozmawiać. Ubrał się szybciej niż ja, niedokładnie. (...) W ogóle nie wspomniał o scenie; Boże, w końcu zabiłam się dla niego, zaraz po tym jak on zabił się dla mnie. Buty. (...) No, i tym razem już nie pytał, czy przeszkadza mi to, że pali.

05 lipca, 2009

go. Went i gone na posterunku. Marzenia się spełniają.

25 czerwca, 2009



Dzień jak co dzień. Zakupy poranne, na śniadanie mozarella z warzywami i pyszny pełnoziarnisty chleb. Jeszcze nie dwunasta, już druga mocna kawa dla B. Kot najedzony, więc zadowolony. I tylko w międzyczasie udało mi się skończyć studia.

23 czerwca, 2009

Od dłuższej chwili zastanawiam się, czy pójść już pod prysznic, czy moze położyć pod oknem dachowym (pod którym od niedawna sypiamy) i pozwolić zimnemu deszczowi orzeźwić mój zakażony stresem w związku z jutrzejszą obroną mózg. Choć prawdę mówiąc wokół jest za spokojnie, by się bać. Trzecią dobę słucham tych samych piosenek (We belive in maximum effect); Anda przeczytana, podobnie jak Nabokov i wszystkie aktualne kulturalia. Nuda wybijana miarowo słonymi kroplami.Nagie stopy, luźno związane włosy. Myśl o domu, o podróży szalonej do Prowansji przez Toskanię , skrzypieniu szafy. Dużo wolnej przestrzeni umysłowej, deprymujące niedomaganie cielesne (czyli trochę klasyki, trochę nowalijek). Rada od (nie)znajomej - respira Kasia respira...

20 czerwca, 2009

17 czerwca, 2009

11 czerwca, 2009

"There is another classical myth that might help us to understand Woodman's achievement: that of Penelope, wife of Odysseus, always, endlessly, remaking and deconstructing her tapestries. Woodman practised a similar unravelling of photography's structuring dimensions of space and time, undoing photography through the perpetual mediation of the photograph."

Chris Townsend, "Francesca Woodman"

09 czerwca, 2009

jeśli zechcę cie znów zobaczyć _ przyjdę
jeśli uznasz że to za mało _ wyjdę

jeśli pragniesz by coś się stało _ zrób to
nie myśl że właśnie tym mnie zranisz _ zrób to

07 czerwca, 2009

do M***



Majka skończyła dziś trzy lata. Powiedziała mi przez telefon, że właśnie kładzie się z mamą spać, i że dostała od babci rower.

Nie wiem, czego można życzyć takiemu maleństwu. Pamiętam, lipiec sierpień dwa lata wstecz, miała tendencję do zasypiania mi na rękach. To było takie niesamowite - kładłam sobie te trzy kilogramy delikatnego puchu tak, by główka wpasowała się w zagłębienie w mojej szyi. I zawsze zasypiała, więc chodziłyśmy tak po pokoju (jeszcze w mieszkaniu, jeszcze nie w domu, który przyjdzie jej pamiętać jako rodzinny) nieraz dwie, trzy godziny, aż zmęczona siadałam na kanapie, z wyprężonym kręgosłupem, pomna zasad amortyzacji.

Chciałabym jej kiedyś opowiedzieć, jak w wieku lat dwóch uwielbiała kłaść się razem z kotem na nagrzanych słońcem płytkach w holu. Kot najchętniej brzuchem do góry, Maja twarzą do ciepła.
I jak Maciek nauczył się dla niej bajki o wężu, który układa swe ciało w różne litery w zależności od tego, jakie zwierzę właśnie zjada - ich dwugłos przy okazji jej opowiadania zawsze doprowadzał mnie do łez ze śmiechu.

I to wszystko pewnie kiedyś jej powiem, może przeczyta, dlatego (mimo tytułu) tekstu nie adresuję. Mam nadzieję, ze wszystko się ułoży i zgodnie z planem już niedługo się zobaczymy.
Bo nie wiem, jak można nie tęsknić za esencją radości.


Nie dla Was, dla mnie. Żebym nie musiała szukać za każdym razem, kiedy mam ochotę sie wzruszyć:

http://www.youtube.com/watch?v=0k_Pe_iNYO4
http://www.youtube.com/watch?v=Vg0zRzoH9MY&feature=related

04 czerwca, 2009

Wracałam i przypomniało mi się to uczucie. Ostatni przystanek ostatnich wakacji - Symferopol, dzień przed odlotem porannym znajdujemy dom przy dworcu. Dostajemy klucze - do metalowej bramy, drewnianych drzwi i do sypialni. Dom się jeszcze wykańcza - na dole zrobiona tylko łazienka, telewizor i kanapa w salonie (ten mały ciągle tam spał, głupio było chodzić i nic nie mówić).
My w kuchni, a gospodarz w dresie przez komórkę z balkonu. Takie współistnienie z obcymi ludźmi, bez słowa mijanie się w drzwiach. Obcy. Wymykanie się o piątej nad ranem, i dojść na przystanek w gęstej ciemności pełnej oddechów ukraińskich lumpów i gwałcicieli. I kiedy się wydostaliśmy, to właśnie uczucie.

Pustka po niebezpieczeństwie, pustka po strachu.

29 maja, 2009

Abel: Co zrobiliśmy z włosami?

Ja: Jest w języku polskim takie nieładne słowo. Opitoliliśmy.

(do mnie nigdy nie mówiła takim szeptem/ Ten typ tak ma)

28 maja, 2009

The faster I breathe The further I go

Gadam na głos. Wczoraj do kota, czy chce ze mną spać (Pan wyjechał, więc musiała się zadowolić moim towarzystwem, choć przecież mogła równie dobrze wybrać fotel na dole, musiałam zapytać). Wywiązała się rozmowa, więc przynajmniej zasypianie było miłe, ona też lubi przy świetle.
Dzisiaj po pokoju, łazience, po kuchni, i ciągle na głos - Szwajcaria, kultura organizacji. Dziś jeszcze randka z promotorem (mamy dla siebie kwadrans, do czego musiałam go zmusić esemesem. Uważam to za osobisty sukces) i wygłupy na ekonomii, o ile znów nie pozasypiają.

Zagraciły mi świadomość idiotyczne rozmowy rodzinne, że ojciec przypomina, że chce być skremowany, i wybrał sobie zamiast urny słoik twist-off, mamy go trzymać w piwnicy albo kotłowni, jak nam wygodniej. I Paweł przypomina, że pamięta.

Niech to się już skończy, byle szybciej. Budzę się z takim łomotem, nie wiem, czy to rozsądne wstawać. Szkoda tylko, że refren tytułowej piosenki - "Disaster..."

26 maja, 2009

201


Numer pokoju. Jak w 2046. I podróż w przeszłość, jak zawsze w urodziny.

21 maja, 2009

18 maja, 2009


O filmie w kwietniowym dodatku do El Pais.

17 maja, 2009

-

"Raz tylko chciałam opowiedzieć o tym Ence. Powiedziała ona kiedyś, że moje ciało jest jak powietrze, nie ma korzeni, dlatego też nie ma we mnie źródła łez, a moje policzki są śliczne. Prawdopodobnie czuła już wtedy, że choroba zapuszcza w niej korzenie, że jej stan się pogarsza. A potem spytała nagle, czy dotykałam kiedykolwiek ciała Kikyo. Poczułam, jakby mi ktoś włożył kij do gardła, zastanawiałam się, czyby nie zrobić nawet krok do przodu, ale zawahałam się i zrezygnowałam. Enka chciała wtedy powiedzieć wcale nie to, o czym myślałam, tylko coś znacznie głębszego. Kikyo nie ma ciała, ponieważ jednak uwaga wszystkich skupia się na niej, ukazuje na scenie ciało o konkretnym kształcie, ale to ciało w rzeczywistości jest zrobione z mgły - tak właśnie uważała Enka. Nie wierzę w to, Kikyo jest wrażliwa, wie, co to pot i łzy, zaoponowałam, lecz widząc zdziwioną twarz Enki, nie wiedziałam, jak jej to wytłumaczyć."
Yoko Tawada, Fruwająca dusza

10 maja, 2009

kawa=flow

oddychamy głęboko . jesteśmy zrelaksowani.

07 maja, 2009

PHOTOMONTH

Konfitura cytrynowa, jak otwarcie festiwalu. Słodko- kwaśna. Mnie też już ze zmęczenia rozmywa się obraz.

wiedeń 2009



Pamiątki z krótkiego pobytu w Wiedniu - pojechaliśmy po WeeGee'ego (ściągnęliśmy zdjęcia prosto ze ściany Muzeum Wiedeńskiego, pod czujnym okiem tajemniczego koreańskiego agenta).
Pomyślałby kto, że Prater to dzielnica dziwek i imigrantów... Na tradycyjne tamtejsze jedzenie zmuszeni byliśmy pójść do Turka, a w Pawilonie Secesji (poza Beethoven Frieze, który w oryginale robi ogromne wrażenie) Polacy. B stwierdził, ze to skutek kryzysu - kiepsko z pieniędzmi, to muzea inwestują w Słowian.

Pierwsze to bar w okolicy, mijany wieczorem. Moim zdaniem to lokalny sushi bar, B upiera się , że raczej bistro dedykowane ukochanej przez Austriaków Sisi. Nieważne - estetycznie wychodzi na to samo.

Poniżej kolejny dowód na nasze wernisażowe szczęście - nocna włóczęga po dzielnicy muzeów zaowocowała ucztą winną podczas otwarcia wystawy prezentującej projekty z zakresu nowoczesnej architektury. B właśnie pytał, jak ma zapozować. I to wino, różowe z pomarańczą, coż niesamowitego.

03 maja, 2009

Wikipedia mówi : "body awareness"


Maria Lassnig, Austria. Datowany na 2005 rok, You or me. Widziałam w MUMOK (Museum Moderner Kunst) w Wiedniu, niedawno. Uderzające, ale uśmieliśmy się na tej wystawie do łez.

02 maja, 2009

do T - ja[k]


Wiele sytuacji, wiele kontekstów, w jakich się znalazłam,nie odpowiada mi. Ale z różnych powodów nie mogę tego zmienić. Jestem zmuszona podejmować decyzje, których nie chcę podejmować , w sprawach, które właściwie mnie nie dotyczą, z którymi nie chcę mieć nic wspólnego. Mam nadzieję, że czerwiec wiele zmieni. Skończę studia, pojadę na wakacje, odpocznę od krakowskiego kółka wzajemnej adoracji. Poza tym mam jakiś kryzys poczucia własnej wartości. Eh, dobrze, że zawsze byłeś milczek, to przynajmniej wysłuchasz tego mojego marudzenia pokornie:) Pamiętasz, jak wyszliśmy zimą z drewnianego domku w dolinie? To nic, że była to marna restauracja, że piliśmy tam sok pomarańczowy, że było zimno. Decydowaliśmy o sobie. I nawzajem.

26 kwietnia, 2009

Świetny tekst Marcina Górskiego o pracach Claudio Edingera z Bahii (Brazil). Candomble i Gaetano Veloso. I przede wszystkim piękne zdjęcia, kolorowe i częściowo rozmyte. Szczególnie chłopiec w okularkach. Zobaczcie tu.

From Jesus to miracle.

24 kwietnia, 2009

Dictum Pani Architekt

bo wie pani co, mnie się wydaje, że to już można nazwać rewolucją kulturalną. Jak to w którą stronę? No bolszewia. Pani sobie wyobrazi - zabrałam studentów na letnie praktyki. Okazało się, że cztery z dziesięciu osób nie potrafią posługiwać się nożem. Mówię do tego chłopaczka, że jak jest w mojej obecności, to niech się jednak zmusi i użyje. A później pisze taki w anonimowej, dobrowolnej ankiecie, że ja poszanowania dla godności studenta nie mam. A gdzie poszanowanie dla mojej stołowej kultury?! A i taka ciężarna była, w siódmym miesiącu, dekolt taki, cycki (za przeproszeniem) na wierzchu, spodenki jak majtki. Kucharka do mnie mówi, jak pani z taką przy jednym stole może wytrzymać, toż to mało się mleko od tego nie zsiądzie. I tak jest, lepiej nie będzie. Pomyśleć, że studenci elita. . .

22 kwietnia, 2009

dulces suenos bajo cero


Bronię się jak mogę przed fotograficznym szaleństwem wokół. Nawet przed B. Ale Polaroidom dałam się skusić, przeszłam na ich stronę, chyba nieodwołalnie. Choć zakładając, ze stan zakochania utrzymuje się przez trzy miesiące, mam możliwość wycofania się z tej deklaracji:).
Urzekła mnie w nich cecha ściśle niefotograficzna, mianowicie pojęcie oryginału. Szacunek do kasety, w której masz dziesięć okienek na świat, dziesięć możliwości. Tylko tyle. Jak analogiem - nie masz powrotu, możliwości skasowania, wyczyszczenia pamięci. Tracisz małe życia, jedno po drugim. A Polaroidy do tego są tak oporne na stylistyczne machinacje, takie wsobne, autonomiczne. Bo nie po to przecież, żeby imponować.
Powyżej - w kontraście do wielkomiejskiego kółka wzajemnej adoracji. Afirmacja.

14 kwietnia, 2009

Jak fajnie kiedy Kot pyta: A co zrobić, żeby Twoja babcia uwierzyła, że to już na wieki wieków amen?

12 kwietnia, 2009

W domu dzisiaj to uśpić Maję , Mamę i Kota za jednym zamachem, czytając baśń o złotowłosej Rapunzel. I wycofać się cicho, z poczuciem satysfakcji, spojrzeć ostatni raz na kompozycję oddychającą powoli, na trzy, na ciemnej bordowej narzucie.

*** *** *** ***

Nie dowierzam. Moja trzyletnia siostra podgląda mnie w łazience. Ja pod prysznicem, ona w pozycji G.I.Gane wijąca się w okolicach otworu wentylacyjnego u dołu drzwi. I wymiana zdań: "Kto tam? Hipopotam?? Dzień dobry !", w której Maja wciela się we wszystkie trzy role.

09 kwietnia, 2009

06 kwietnia, 2009

wiosna



Mój ulubiony blog o modzie. Piękne zdjęcia. Garance pierwsza natchnęła do wiosny.

30 marca, 2009

prezent


Dostałam od Pani Architekt, ze słowami: "Wiedziałam, ze Pani jest ze Wschodu. Poznałam po temperamencie, no i po inteligencji- zdecydowanie nie-krakowskiej".

26 marca, 2009

Kiedy jest, czuję się źle. Ostatnio jej nie ma - jestem niespokojna. Choćbym nie wiem jak usilnie wmawiała sobie, że to było i nie wróci...to co było zawsze wraca, tylko w innej formie. Ona też. Kiedy jest radosna, wzbudza moją nieufność, kiedy smutna- agresję. Bo on wciąż na nią patrzy. A ona nigdy nie myślała o mnie dobrze. I może byłoby im łatwiej.

przeczytałam, czego nie powinnam. świadomość mi się łamie. "cukier w porządku - jak to możliwe?"

21 marca, 2009

de nosotros, finalmente



Manuel Alvarez Bravo, nareszcie na stanie. W internecie tutaj.
Kocham Cię, ciagle inaczej.

12 marca, 2009

mam dosyć. normalnie nie umiem skończyć, ale wtedy mogę. bardzo szybko, raz na zawsze, raz a dobrze, raz i się nie odstanie. nie mogę dać się pisać, muszę się napisać sama, kiedy chcę i jak chcę.
i żadnych zarzutów, bo nie o to idzie. jeśli dla ciebie błahe, to rzuć tym szkłem o ścianę, niech widzę, jak się rozbija. rysy są niehumanitarne.

11 marca, 2009



por todos qui conocen FOLLAR

10 marca, 2009


jestem wściekła

09 marca, 2009

A siódmą porę roku nazywam dokwitaniem
bo wargi się czerwienią, z policzków ścieka rosa.
Kobiety chcą palić w rozżażonych oknach,
mężczyźni--------------- pod ciężarem szaleństw.

01 marca, 2009

P R O W A N S J A

- swieże figi
- artichauts a la barigoule (małe fioletowe karczochy nadziewane bekonem i warzywami, duszone w winie)
- brandade de morue (suszony solony dorsz ugotowany w wodzie, a potem ugnieciony na purree z oliwą i mlekiem)
- boeuf en daube (wołowina marynowana w czerwonym winie duszona ze skórką pomarańczową i pomidorami)
- creme catalane (deser pochodzenia hiszpańskiego, jajeczny budyń z karmelem na wierzchu)
- beignets des fleurs de courgette (kwiaty cukini w ciecie smażone w głębokim tłuszczu)
- fougasse (płaski chlebek z oliwą, często też z oliwkami)
- ratatouille (duszona papryka, bakłażany, pomidory i cukinia)
- salade nicoise (sałata z jajkami na twardo, oliwkami, zielona fasolką, pomidorami i anchois)
- socca (nalesniki z ciecierzycy)
- tourte des blettes (placek z kardami, rodzynkami i orzeszkami piniowymi)

24 lutego, 2009

tribute to Nedja

Dear K,

As you could see and hear, our country is not so strong to compete with powerful USA and a part of Europe and finally, we lost Kosovo. Of course, human rights are not the subject of such USA performance, but their interests in Balkan, as well as the huge quantity of some minerals and other natural resorts in that part of our country, what makes USA worth of bombing Serbia and occupying their territory.The position of Kosovo Albanians, which are, by the way, very stupid kind of people, without any sing of historical monuments and historic treasure, but they are good for manipulating by USA.If you could have any chance to come to Kosovo in the near past you could see about 400 Serbian monasteries and churches, but now, there are only more than 20 survived.Kosovo was the place where all the most important battles for Serbian history took place, and we always won, but finally, we lost it on 17.02.2008.That's the way it is.I am sorry for that, but we all have to look in the future because of our children, anyway the whole Europe will be united one day and we are looking for it.

Thank you for your letter and enjoy your life

Nedja
niesamowite. Jedna dziewczyna robi zdjęcia tak mega wymuskane, graficznie dopieszczone, glamour of glamours for the polish celebrities. I ta sama dziewczyna tak bezpośrednio pokazuje ślady na skórze, przerwane struktury, siniaki i gipsy. Przede wszystkim imponuje, bo robi to bez współczucia. Ściągamy ubranie, otwieramy buzię. Proste szczere i takie ładne.

17 lutego, 2009