30 listopada, 2008
29 listopada, 2008
23 listopada, 2008
te dni ostatnie są tak bolesnie spójne. Jakby pierwszy oddech wyznaczał rytm do wieczora. Dzis poranny uliczny komunikat obcego do nieznajomej :
"Omdlej. Rozumiesz? Omdlej"
Już nie wiem, czy usmiecham się siłą rozpędu czy dlatego, że mnie łaskoczesz
pees- w taką pogodę najlepiej wyglądają księża i zakonnicy - zero pstrokacizny, seksowny minimalizm.
"Omdlej. Rozumiesz? Omdlej"
Już nie wiem, czy usmiecham się siłą rozpędu czy dlatego, że mnie łaskoczesz
pees- w taką pogodę najlepiej wyglądają księża i zakonnicy - zero pstrokacizny, seksowny minimalizm.
17 listopada, 2008
15 listopada, 2008
Tej pani zostawiałes pudełko? tak a nie znasz tej pani? nie to jest kasia aha a to marceli chętnie bym podał rękę ale mam brudną a wy się znacie całkiem
dobrze się znamy nawet kiedys chodzilismy na randki zaiste czyż nie? zaiste myslałem o tobie ostatnio jasne naprawdę! mignęłas mi chyba na tomasza czy na marka długo tu pracujesz? prawie pół roku studiujesz jeszcze? co za pytanie kończysz chwilowo tak licencjat piszesz
nie lubię jak odpowiadasz mi w trzeciej osobie inteligentna
z czego wnosisz? z pierwszego wrażenia nie zapominaj że pierwsze wrażenie było ze smieciami wpadnę jeszcze nie martwcie się o to pudło dzięki
dobrze się znamy nawet kiedys chodzilismy na randki zaiste czyż nie? zaiste myslałem o tobie ostatnio jasne naprawdę! mignęłas mi chyba na tomasza czy na marka długo tu pracujesz? prawie pół roku studiujesz jeszcze? co za pytanie kończysz chwilowo tak licencjat piszesz
nie lubię jak odpowiadasz mi w trzeciej osobie inteligentna
z czego wnosisz? z pierwszego wrażenia nie zapominaj że pierwsze wrażenie było ze smieciami wpadnę jeszcze nie martwcie się o to pudło dzięki
10 listopada, 2008
09 listopada, 2008
home made
Kiedy do babci schodza sie wiecej niz dwie osoby, zazwyczaj robi sie surrealistycznie.
Mama(w formie zartu): Kobito ergo sum.
Maciek(interpretacja) : Kobieta to sum.
Mama(w formie zartu): Kobito ergo sum.
Maciek(interpretacja) : Kobieta to sum.
05 listopada, 2008
la loca
"Joanna była chora umysłowo, a jej wzmagająca się choroba pozwoliła jej mężowi skupić w jego ręku całą należną Joannie władzę. Po śmierci Filipa w 1506r., który zmarł na tyfus, dostała całkowitego pomieszania zmysłów. W 1509 roku została zamknięta przez swojego ojca Ferdynanda w Tordesillas, w pałacu z widokiem na klasztor Santa Clara, gdzie pochowano Filipa. Czuwała tam przy zabalsamowanych zwłokach swojego męża. Zmarła w 1555 roku. Obecnie spoczywa wraz z mężem w kaplicy królewskiej przy katedrze w Grenadzie."
"Po trzech dniach złego samopoczucia zaczął pluć krwią Zmarł mając dwadzieścia osiem lat 24 września 1506 roku. Z chwilą śmierci męża Joanna popadła w całkowitą depresję, mimo to urodziła 14 stycznia 1507 roku zdrową córkę - Katarzynę.
Joanna nie pozwoliła pochować męża w grobie i przez czternaście lat czuwała przy trumnie Filipa. Podróżowała z trumną z zabalsamowanymi zwłokami po całej Hiszpanii, w nocy otwierając ją, aby móc zobaczyć męża.
Po śmierci matki Joanna wróciła z Filipem do Kastylii i objęła regencję wbrew woli ojca, który wycofał się do Aragonii. Wstrząs po nagłej śmierci Filipa (25 września 1506 roku) nasilił jej chorobę psychiczną. Joanna I nie chciała rozstać się z zabalsamowanym ciałem męża. "
Joanna nie pozwoliła pochować męża w grobie i przez czternaście lat czuwała przy trumnie Filipa. Podróżowała z trumną z zabalsamowanymi zwłokami po całej Hiszpanii, w nocy otwierając ją, aby móc zobaczyć męża.
Po śmierci matki Joanna wróciła z Filipem do Kastylii i objęła regencję wbrew woli ojca, który wycofał się do Aragonii. Wstrząs po nagłej śmierci Filipa (25 września 1506 roku) nasilił jej chorobę psychiczną. Joanna I nie chciała rozstać się z zabalsamowanym ciałem męża. "
"Joanna, spodziewająca się kolejnego dziecka, oszalała z rozpaczy. Nie można jej było oderwać od martwego ciała. Gdy Filipa potajemnie pochowano, otępiała z bólu. Siedziała nieruchomo w swojej komnacie, bez snu, jedzenia i zdejmowania odzieży. Po paru tygodniach kazała wyjąć trumnę z grobowca i wyruszyła z nią do Grenady. Makabryczna podróż trwała 3 lata. Jechano tylko nocą. Od czasu do czasu Joanna kazała otwierać trumnę, by w świetle księżyca całować i głaskać to, co zostało z Filipa. Przy trumnie urodziła córkę Katarzynę. Resztę życia - całe 46 lat - spędziła w klasztorze, w komnacie, z której okien widać było grób jej ukochanego męża."
04 listopada, 2008
Wyjazd jak masaż mózgu i fitness dla kręgosłupa. Bo, po pierwsze, Czechy senne, powolne i o niskiej zabudowie, po drugie zaś upchnięcie 7 osób w pokoju w akademiku wymaga nie lada giętkości tudzież tolerancji na wymienialność akcydentalną partnerek. Zdziwienie tym, iż niektórzy nic się nie zmienili, innych już trudno poznać. Przede wszystkim plus za fontanny i dzikie koty w zoo, i żyrafy, Suzanne i Paulę.
Bezbłędny trakt nowych doświadczeń. Leopard, poniżej, nie do zapomnienia. Ogrodzenie zamkowe pozostawi swój ślad jeszcze kilka dobrych dni. Absynt w ilościach sporych, jednakże wróżki zielonej nie prokurujących. I książka Tomasza o memech, czytana w pociągu: "Fenotyp czarnej jarmułki wykazuje silną tendencję do przenoszenia się z ojca na syna."
Subskrybuj:
Posty (Atom)

