25 czerwca, 2009



Dzień jak co dzień. Zakupy poranne, na śniadanie mozarella z warzywami i pyszny pełnoziarnisty chleb. Jeszcze nie dwunasta, już druga mocna kawa dla B. Kot najedzony, więc zadowolony. I tylko w międzyczasie udało mi się skończyć studia.

23 czerwca, 2009

Od dłuższej chwili zastanawiam się, czy pójść już pod prysznic, czy moze położyć pod oknem dachowym (pod którym od niedawna sypiamy) i pozwolić zimnemu deszczowi orzeźwić mój zakażony stresem w związku z jutrzejszą obroną mózg. Choć prawdę mówiąc wokół jest za spokojnie, by się bać. Trzecią dobę słucham tych samych piosenek (We belive in maximum effect); Anda przeczytana, podobnie jak Nabokov i wszystkie aktualne kulturalia. Nuda wybijana miarowo słonymi kroplami.Nagie stopy, luźno związane włosy. Myśl o domu, o podróży szalonej do Prowansji przez Toskanię , skrzypieniu szafy. Dużo wolnej przestrzeni umysłowej, deprymujące niedomaganie cielesne (czyli trochę klasyki, trochę nowalijek). Rada od (nie)znajomej - respira Kasia respira...

20 czerwca, 2009

17 czerwca, 2009

11 czerwca, 2009

"There is another classical myth that might help us to understand Woodman's achievement: that of Penelope, wife of Odysseus, always, endlessly, remaking and deconstructing her tapestries. Woodman practised a similar unravelling of photography's structuring dimensions of space and time, undoing photography through the perpetual mediation of the photograph."

Chris Townsend, "Francesca Woodman"

09 czerwca, 2009

jeśli zechcę cie znów zobaczyć _ przyjdę
jeśli uznasz że to za mało _ wyjdę

jeśli pragniesz by coś się stało _ zrób to
nie myśl że właśnie tym mnie zranisz _ zrób to

07 czerwca, 2009

do M***



Majka skończyła dziś trzy lata. Powiedziała mi przez telefon, że właśnie kładzie się z mamą spać, i że dostała od babci rower.

Nie wiem, czego można życzyć takiemu maleństwu. Pamiętam, lipiec sierpień dwa lata wstecz, miała tendencję do zasypiania mi na rękach. To było takie niesamowite - kładłam sobie te trzy kilogramy delikatnego puchu tak, by główka wpasowała się w zagłębienie w mojej szyi. I zawsze zasypiała, więc chodziłyśmy tak po pokoju (jeszcze w mieszkaniu, jeszcze nie w domu, który przyjdzie jej pamiętać jako rodzinny) nieraz dwie, trzy godziny, aż zmęczona siadałam na kanapie, z wyprężonym kręgosłupem, pomna zasad amortyzacji.

Chciałabym jej kiedyś opowiedzieć, jak w wieku lat dwóch uwielbiała kłaść się razem z kotem na nagrzanych słońcem płytkach w holu. Kot najchętniej brzuchem do góry, Maja twarzą do ciepła.
I jak Maciek nauczył się dla niej bajki o wężu, który układa swe ciało w różne litery w zależności od tego, jakie zwierzę właśnie zjada - ich dwugłos przy okazji jej opowiadania zawsze doprowadzał mnie do łez ze śmiechu.

I to wszystko pewnie kiedyś jej powiem, może przeczyta, dlatego (mimo tytułu) tekstu nie adresuję. Mam nadzieję, ze wszystko się ułoży i zgodnie z planem już niedługo się zobaczymy.
Bo nie wiem, jak można nie tęsknić za esencją radości.


Nie dla Was, dla mnie. Żebym nie musiała szukać za każdym razem, kiedy mam ochotę sie wzruszyć:

http://www.youtube.com/watch?v=0k_Pe_iNYO4
http://www.youtube.com/watch?v=Vg0zRzoH9MY&feature=related

04 czerwca, 2009

Wracałam i przypomniało mi się to uczucie. Ostatni przystanek ostatnich wakacji - Symferopol, dzień przed odlotem porannym znajdujemy dom przy dworcu. Dostajemy klucze - do metalowej bramy, drewnianych drzwi i do sypialni. Dom się jeszcze wykańcza - na dole zrobiona tylko łazienka, telewizor i kanapa w salonie (ten mały ciągle tam spał, głupio było chodzić i nic nie mówić).
My w kuchni, a gospodarz w dresie przez komórkę z balkonu. Takie współistnienie z obcymi ludźmi, bez słowa mijanie się w drzwiach. Obcy. Wymykanie się o piątej nad ranem, i dojść na przystanek w gęstej ciemności pełnej oddechów ukraińskich lumpów i gwałcicieli. I kiedy się wydostaliśmy, to właśnie uczucie.

Pustka po niebezpieczeństwie, pustka po strachu.