23 czerwca, 2009

Od dłuższej chwili zastanawiam się, czy pójść już pod prysznic, czy moze położyć pod oknem dachowym (pod którym od niedawna sypiamy) i pozwolić zimnemu deszczowi orzeźwić mój zakażony stresem w związku z jutrzejszą obroną mózg. Choć prawdę mówiąc wokół jest za spokojnie, by się bać. Trzecią dobę słucham tych samych piosenek (We belive in maximum effect); Anda przeczytana, podobnie jak Nabokov i wszystkie aktualne kulturalia. Nuda wybijana miarowo słonymi kroplami.Nagie stopy, luźno związane włosy. Myśl o domu, o podróży szalonej do Prowansji przez Toskanię , skrzypieniu szafy. Dużo wolnej przestrzeni umysłowej, deprymujące niedomaganie cielesne (czyli trochę klasyki, trochę nowalijek). Rada od (nie)znajomej - respira Kasia respira...