Abel: Co zrobiliśmy z włosami?
Ja: Jest w języku polskim takie nieładne słowo. Opitoliliśmy.
(do mnie nigdy nie mówiła takim szeptem/ Ten typ tak ma)
29 maja, 2009
28 maja, 2009
The faster I breathe The further I go
Gadam na głos. Wczoraj do kota, czy chce ze mną spać (Pan wyjechał, więc musiała się zadowolić moim towarzystwem, choć przecież mogła równie dobrze wybrać fotel na dole, musiałam zapytać). Wywiązała się rozmowa, więc przynajmniej zasypianie było miłe, ona też lubi przy świetle.
Dzisiaj po pokoju, łazience, po kuchni, i ciągle na głos - Szwajcaria, kultura organizacji. Dziś jeszcze randka z promotorem (mamy dla siebie kwadrans, do czego musiałam go zmusić esemesem. Uważam to za osobisty sukces) i wygłupy na ekonomii, o ile znów nie pozasypiają.
Zagraciły mi świadomość idiotyczne rozmowy rodzinne, że ojciec przypomina, że chce być skremowany, i wybrał sobie zamiast urny słoik twist-off, mamy go trzymać w piwnicy albo kotłowni, jak nam wygodniej. I Paweł przypomina, że pamięta.
Niech to się już skończy, byle szybciej. Budzę się z takim łomotem, nie wiem, czy to rozsądne wstawać. Szkoda tylko, że refren tytułowej piosenki - "Disaster..."
Dzisiaj po pokoju, łazience, po kuchni, i ciągle na głos - Szwajcaria, kultura organizacji. Dziś jeszcze randka z promotorem (mamy dla siebie kwadrans, do czego musiałam go zmusić esemesem. Uważam to za osobisty sukces) i wygłupy na ekonomii, o ile znów nie pozasypiają.
Zagraciły mi świadomość idiotyczne rozmowy rodzinne, że ojciec przypomina, że chce być skremowany, i wybrał sobie zamiast urny słoik twist-off, mamy go trzymać w piwnicy albo kotłowni, jak nam wygodniej. I Paweł przypomina, że pamięta.
Niech to się już skończy, byle szybciej. Budzę się z takim łomotem, nie wiem, czy to rozsądne wstawać. Szkoda tylko, że refren tytułowej piosenki - "Disaster..."
26 maja, 2009
21 maja, 2009
18 maja, 2009
17 maja, 2009
-
"Raz tylko chciałam opowiedzieć o tym Ence. Powiedziała ona kiedyś, że moje ciało jest jak powietrze, nie ma korzeni, dlatego też nie ma we mnie źródła łez, a moje policzki są śliczne. Prawdopodobnie czuła już wtedy, że choroba zapuszcza w niej korzenie, że jej stan się pogarsza. A potem spytała nagle, czy dotykałam kiedykolwiek ciała Kikyo. Poczułam, jakby mi ktoś włożył kij do gardła, zastanawiałam się, czyby nie zrobić nawet krok do przodu, ale zawahałam się i zrezygnowałam. Enka chciała wtedy powiedzieć wcale nie to, o czym myślałam, tylko coś znacznie głębszego. Kikyo nie ma ciała, ponieważ jednak uwaga wszystkich skupia się na niej, ukazuje na scenie ciało o konkretnym kształcie, ale to ciało w rzeczywistości jest zrobione z mgły - tak właśnie uważała Enka. Nie wierzę w to, Kikyo jest wrażliwa, wie, co to pot i łzy, zaoponowałam, lecz widząc zdziwioną twarz Enki, nie wiedziałam, jak jej to wytłumaczyć."
Yoko Tawada, Fruwająca dusza
10 maja, 2009
07 maja, 2009
wiedeń 2009


Pamiątki z krótkiego pobytu w Wiedniu - pojechaliśmy po WeeGee'ego (ściągnęliśmy zdjęcia prosto ze ściany Muzeum Wiedeńskiego, pod czujnym okiem tajemniczego koreańskiego agenta).
Pomyślałby kto, że Prater to dzielnica dziwek i imigrantów... Na tradycyjne tamtejsze jedzenie zmuszeni byliśmy pójść do Turka, a w Pawilonie Secesji (poza Beethoven Frieze, który w oryginale robi ogromne wrażenie) Polacy. B stwierdził, ze to skutek kryzysu - kiepsko z pieniędzmi, to muzea inwestują w Słowian.
Pierwsze to bar w okolicy, mijany wieczorem. Moim zdaniem to lokalny sushi bar, B upiera się , że raczej bistro dedykowane ukochanej przez Austriaków Sisi. Nieważne - estetycznie wychodzi na to samo.
Poniżej kolejny dowód na nasze wernisażowe szczęście - nocna włóczęga po dzielnicy muzeów zaowocowała ucztą winną podczas otwarcia wystawy prezentującej projekty z zakresu nowoczesnej architektury. B właśnie pytał, jak ma zapozować. I to wino, różowe z pomarańczą, coż niesamowitego.
Pomyślałby kto, że Prater to dzielnica dziwek i imigrantów... Na tradycyjne tamtejsze jedzenie zmuszeni byliśmy pójść do Turka, a w Pawilonie Secesji (poza Beethoven Frieze, który w oryginale robi ogromne wrażenie) Polacy. B stwierdził, ze to skutek kryzysu - kiepsko z pieniędzmi, to muzea inwestują w Słowian.
Pierwsze to bar w okolicy, mijany wieczorem. Moim zdaniem to lokalny sushi bar, B upiera się , że raczej bistro dedykowane ukochanej przez Austriaków Sisi. Nieważne - estetycznie wychodzi na to samo.
Poniżej kolejny dowód na nasze wernisażowe szczęście - nocna włóczęga po dzielnicy muzeów zaowocowała ucztą winną podczas otwarcia wystawy prezentującej projekty z zakresu nowoczesnej architektury. B właśnie pytał, jak ma zapozować. I to wino, różowe z pomarańczą, coż niesamowitego.
03 maja, 2009
Wikipedia mówi : "body awareness"
02 maja, 2009
do T - ja[k]
Wiele sytuacji, wiele kontekstów, w jakich się znalazłam,nie odpowiada mi. Ale z różnych powodów nie mogę tego zmienić. Jestem zmuszona podejmować decyzje, których nie chcę podejmować , w sprawach, które właściwie mnie nie dotyczą, z którymi nie chcę mieć nic wspólnego. Mam nadzieję, że czerwiec wiele zmieni. Skończę studia, pojadę na wakacje, odpocznę od krakowskiego kółka wzajemnej adoracji. Poza tym mam jakiś kryzys poczucia własnej wartości. Eh, dobrze, że zawsze byłeś milczek, to przynajmniej wysłuchasz tego mojego marudzenia pokornie:) Pamiętasz, jak wyszliśmy zimą z drewnianego domku w dolinie? To nic, że była to marna restauracja, że piliśmy tam sok pomarańczowy, że było zimno. Decydowaliśmy o sobie. I nawzajem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



