04 czerwca, 2009

Wracałam i przypomniało mi się to uczucie. Ostatni przystanek ostatnich wakacji - Symferopol, dzień przed odlotem porannym znajdujemy dom przy dworcu. Dostajemy klucze - do metalowej bramy, drewnianych drzwi i do sypialni. Dom się jeszcze wykańcza - na dole zrobiona tylko łazienka, telewizor i kanapa w salonie (ten mały ciągle tam spał, głupio było chodzić i nic nie mówić).
My w kuchni, a gospodarz w dresie przez komórkę z balkonu. Takie współistnienie z obcymi ludźmi, bez słowa mijanie się w drzwiach. Obcy. Wymykanie się o piątej nad ranem, i dojść na przystanek w gęstej ciemności pełnej oddechów ukraińskich lumpów i gwałcicieli. I kiedy się wydostaliśmy, to właśnie uczucie.

Pustka po niebezpieczeństwie, pustka po strachu.