30 grudnia, 2008

pamiętniki



Niedawno przeszukane i przeczytane stare zapiski. Piorunujące wrażenie. Dwa powyżej z pamiętników niedawnych, kartkowych i momentalnych. Świadectwo kończącego się roku. Zmian porównywalnych do reverse print. Nie komentuję, bo nie muszę.

27 grudnia, 2008

P: Z czym ci sie kojarzy House of the rising sun?

Ja: w kolejnosci: z wanna (bo lata temu sluchalam tego w kapieli, przy zgaszonym swietle), z Toba, z ojcem. A tobie?

P: :) Dwie pierwsze odpowiedzi:)
______________________________________________________________________

Majka i mama wygladaja przez okno. Mama, ze niebo takie sine i brudne, a dziecko na to : "y, y, y, myc". Madre to dziecko.

26 grudnia, 2008

ciekawe, dlaczego wszystkie opakowania po moich prezentach przypominaja pudelka na kapelusze...

pees - bede twoja puma:)

21 grudnia, 2008

trzy razy es

sushi
skręt
sally mann

17 grudnia, 2008

common green

Dni ostatnie zdecydowanie bardziej. Nawet Ona zaczepia, uśmiecha się. Nawet On, po latach chce być blisko.

Kupowanie prezentów. To jest to. Chciałabym się tym zająć zawodowo. W tej kwestii jestem ponadprzeciętnie kreatywna.

Fragment rozmowy sms-owej / w temacie:
Ja: Cytuję: "Praca dla kreatywnych - roznoszenie gazety Metro". Co Ty na to?
B: -
Ja: moja koleżanka z roku się zaręczyła!
B: I to jest zadanie dla kreatywnych.

pees- te niekupione buty wydają się jeszcze piękniejsze, kiedy Frankie wzdycha do dziewczyny z tego żółtego brazylijskiego miasta...

07 grudnia, 2008



'Go, forget me- why should sorrow
o'er that brow a shadow fling?
Go, forget me- and tomorrow
brightly smile and sweetly sing.
Smile - though I shall not be near thee.
Sing, though I shall never hear thee"

Beckett/Wolfe

03 grudnia, 2008

29 listopada, 2008

lubię takie słowa jak wypolerowane na krawędzi łóżka SPIERDALAJ

23 listopada, 2008

te dni ostatnie są tak bolesnie spójne. Jakby pierwszy oddech wyznaczał rytm do wieczora. Dzis poranny uliczny komunikat obcego do nieznajomej :
"Omdlej. Rozumiesz? Omdlej"
Już nie wiem, czy usmiecham się siłą rozpędu czy dlatego, że mnie łaskoczesz

pees- w taką pogodę najlepiej wyglądają księża i zakonnicy - zero pstrokacizny, seksowny minimalizm.

17 listopada, 2008



Marta wie:)

15 listopada, 2008

Tej pani zostawiałes pudełko? tak a nie znasz tej pani? nie to jest kasia aha a to marceli chętnie bym podał rękę ale mam brudną a wy się znacie całkiem

dobrze się znamy nawet kiedys chodzilismy na randki zaiste czyż nie? zaiste myslałem o tobie ostatnio jasne naprawdę! mignęłas mi chyba na tomasza czy na marka długo tu pracujesz? prawie pół roku studiujesz jeszcze? co za pytanie kończysz chwilowo tak licencjat piszesz

nie lubię jak odpowiadasz mi w trzeciej osobie inteligentna

z czego wnosisz? z pierwszego wrażenia nie zapominaj że pierwsze wrażenie było ze smieciami wpadnę jeszcze nie martwcie się o to pudło dzięki

09 listopada, 2008

home made

Kiedy do babci schodza sie wiecej niz dwie osoby, zazwyczaj robi sie surrealistycznie.

Mama(w formie zartu): Kobito ergo sum.
Maciek(interpretacja) : Kobieta to sum.

05 listopada, 2008

la loca

"Joanna była chora umysłowo, a jej wzmagająca się choroba pozwoliła jej mężowi skupić w jego ręku całą należną Joannie władzę. Po śmierci Filipa w 1506r., który zmarł na tyfus, dostała całkowitego pomieszania zmysłów. W 1509 roku została zamknięta przez swojego ojca Ferdynanda w Tordesillas, w pałacu z widokiem na klasztor Santa Clara, gdzie pochowano Filipa. Czuwała tam przy zabalsamowanych zwłokach swojego męża. Zmarła w 1555 roku. Obecnie spoczywa wraz z mężem w kaplicy królewskiej przy katedrze w Grenadzie."
"Po trzech dniach złego samopoczucia zaczął pluć krwią Zmarł mając dwadzieścia osiem lat 24 września 1506 roku. Z chwilą śmierci męża Joanna popadła w całkowitą depresję, mimo to urodziła 14 stycznia 1507 roku zdrową córkę - Katarzynę.
Joanna nie pozwoliła pochować męża w grobie i przez czternaście lat czuwała przy trumnie Filipa. Podróżowała z trumną z zabalsamowanymi zwłokami po całej Hiszpanii, w nocy otwierając ją, aby móc zobaczyć męża.
Po śmierci matki Joanna wróciła z Filipem do Kastylii i objęła regencję wbrew woli ojca, który wycofał się do Aragonii. Wstrząs po nagłej śmierci Filipa (25 września 1506 roku) nasilił jej chorobę psychiczną. Joanna I nie chciała rozstać się z zabalsamowanym ciałem męża. "
"Joanna, spodziewająca się kolejnego dziecka, oszalała z rozpaczy. Nie można jej było oderwać od martwego ciała. Gdy Filipa potajemnie pochowano, otępiała z bólu. Siedziała nieruchomo w swojej komnacie, bez snu, jedzenia i zdejmowania odzieży. Po paru tygodniach kazała wyjąć trumnę z grobowca i wyruszyła z nią do Grenady. Makabryczna podróż trwała 3 lata. Jechano tylko nocą. Od czasu do czasu Joanna kazała otwierać trumnę, by w świetle księżyca całować i głaskać to, co zostało z Filipa. Przy trumnie urodziła córkę Katarzynę. Resztę życia - całe 46 lat - spędziła w klasztorze, w komnacie, z której okien widać było grób jej ukochanego męża."


04 listopada, 2008

Wyjazd jak masaż mózgu i fitness dla kręgosłupa. Bo, po pierwsze, Czechy senne, powolne i o niskiej zabudowie, po drugie zaś upchnięcie 7 osób w pokoju w akademiku wymaga nie lada giętkości tudzież tolerancji na wymienialność akcydentalną partnerek. Zdziwienie tym, iż niektórzy nic się nie zmienili, innych już trudno poznać. Przede wszystkim plus za fontanny i dzikie koty w zoo, i żyrafy, Suzanne i Paulę.

Bezbłędny trakt nowych doświadczeń. Leopard, poniżej, nie do zapomnienia. Ogrodzenie zamkowe pozostawi swój ślad jeszcze kilka dobrych dni. Absynt w ilościach sporych, jednakże wróżki zielonej nie prokurujących. I książka Tomasza o memech, czytana w pociągu: "Fenotyp czarnej jarmułki wykazuje silną tendencję do przenoszenia się z ojca na syna."

28 października, 2008

five moons



jeden już nie wystarczy - Johannes Vogl

27 października, 2008

rana na przeciętym palcu otwiera się w najmniej spodziewanym momencie boli palec wskazujący prawa ręka

alfabet

24 17 27 26 7 14

26 października, 2008

z cyklu

Dlaczego lubię swoją pracę:

-bo jak przyjeżdża Maciek akurat mam wolne,
-bo Janusz Leon Wiśniewski całuje po rękach i podrywa na toruńskie pierniki,
-bo Kaśka Herman z Czułym Barbarzyńcą i synkiem Leonem będą wpadać częściej,
-bo uwielbiam toruńskie pierniki,
-bo muszę wstawać tak wcześnie, że mam okazję dostrzec jak Czarna wślizguje się między kaloryfer a parapet; ale jednocześnie tak późno, by móc się poprzytulać do Kotka,
-bo siedzę na wyższym stołku niż Marta:>

22 października, 2008

literally





yerinmok.com

en el mediodia

Wrócić do domu po dwóch wykładach. Przez pierwszy wykład zastanawiać się, jak najskuteczniej zabić klina wykładowcy od estetyki, który cares only about quotations i nie ma pojęcia what photography really is. Na drugim wykładzie dowiedzieć się, że Alfons X był mądry, bo pisał hymny maryjne w języku galisyjskim używając arabskich strof. Wypuścić bashę Grubego i obserwować jego panowanie na terytorium omiecionego słońcem tarasu. Zapuścić pralkę i zmywarkę. Zjeść zielonego banana i biskity. I herbatę wypić. Powspominać to, co wczoraj w łazience. Posłuchać Moloko. Zamieścić najlepszą anty-anty-reklamę ostatnich czasów. Zmarznąć w samym podkoszulku.


20 października, 2008

how to get rid of

a 100 PLN bank-note in a minute? Let a Gypsy woman with kids step into your workplace.
An example that fucked all my intercultural experience along with a great idealistic faith. Nothing to add.

uwielbiam

18 października, 2008

mentir

"Hej! Cholera, nie wyrobię się. Myję grobowiec"

14 października, 2008





"(...) ona i ono, dotknięte tym samym miłosnym lub żałobnym znieruchomieniem, wpośród dziejącego się świata. Jedno jest przyklejone do drugiego, całym ciałem, jak skazaniec przywiązany do trupa w pewnych torturach czy jak te pary ryb (chyba rekinów, według Micheleta), płynące w połączeniu, jakby w wiecznym zespoleniu miłosnym"

Barthes

too damn hard to classify

Siedzenie w domu zawsze spycha mnie w nieuporządkowane zakamarki własnej głowy. Co nie jest dobre, bo zazwyczaj wychodzę z niej jeszcze bardziej potargana.

Prześladuje mnie to od jakiegoś czasu. Że wyjechać. Że przecież są szanse, są opcje, wyjdzie mi na dobre. Marta w Hiszpanii, może okradziona, ale skonfrontowana z rzeczywistością wielowymiarową jak rzadko. Bank Santander. Ale boję się tego, co zastanę po przyjeździe. Wyobraźnia kpi z wartości zmiany. "The ground beneath her feet" wzrusza bardziej niż zwykle.

Tego, co moje, jest niewiele. Obsesja jej ciągłej obecności, niezmywalna żadną wodą, żadnym mydłem, żadnymi słowami. Nic z tego, o czym mówimy w liczbie mnogiej. Ani kot, ani miejsce.
To, czego nie umiem, to, czego nie umiem się nauczyć, to, czego nie umiem zechcieć się nauczyć.
Czego nie przeczytałam i czego nie rozumiem, jak mówią. Wartość niewymierna, chwilowo żadna. Dużo powietrza i niepojemne płuca. Niechłonność.
I owszem, czepiam się. Nie znoszę błędów językowych, bo to jedna z niewielu stałych, względem których oznaczam swoje położenie. Koordynat dobry jak każdy inny - adres prywatnego dermatologa, ginekologa, dentysty. Rodzaj uzależnienia.

Zaczynam przestawać rozróżniać to, co chę napisać od tego, co piszę. Nie ma to nic wspólnego z utożsamieniem. Pamięć mi pęka.

10 października, 2008

Kobieta i Mężczyzna zrobili w domu sushi. Zjedli. Po czym Kobieta postanowiła rozwinąć kiełkujące w niej komórki grypowe zapodając sobie chorobową dawkę zdjęć Kuby De. A Mężczyzna, w celu przyłożenia sie do rychlejszego padnięcia (na razie na łóżko, później zobaczymy) zaaplikował Kobiecie paracetamol popity musującym wapnem z witaminą ce przepchniętym w dalsze rejony i odmęty organiczne przez cholinex. do ssania.

08 października, 2008

dojrzały

Nie mam ochoty tego pisać (wiedziona intuicją, że utwierdzi cię to w nieuzasadnionej męskiej dumie, Kot), ale mężczyźni zaatakowali mnie w ciągu ostatnich kilku dni taką ilością odpowiedzialności własnej, że coby zrobić miejsce na więcej takich miłych niespodzianek- kilka muszę przepisać z głowy.

Po pierwsze ojciec Ireneusz, który postanowił przełamać rutynę codziennego życia u boku dojrzewającego syna, małoletniej córki oraz odwiecznie oddanej kobiety i zapisać się na studia. Godne pochwały. Szczególnie gdy wyobrażam sobie (oj, tato...) jak ubrany w garnitur czterdziestodwulatek czuje się wśród ledwopomaturalnej prowincjonalnej młodzieży. I jak ironia społecznego cienia, który kładzie się na wszystkim , czego się dotknie, czyni z niego przewodnika stada, barana z pierwszego rzędu, starostę roku. Tato, jestem dumna, że na pierwszych zajęciach z rosyjskiego zaprotestowałeś przeciwko opresyjnemu systemowi selekcji nauczanych na uniwersytecie języków, i na teście sprawdzającym Twoją wiedzę praktyczną pozostawiłeś jedynie esencję- imię i nazwisko.

Poza tym Kot. Ma wyjątkową umiejętność uszczęśliwiania na siłę, które przekonuje mnie, że warto czasem posłuchać i nie udawać, że wiesza się pranie w pokoju obok. Zobaczymy, jak będzie.

Na koniec pozostawiam Szanownego Pana siedzącego koło mnie w autobusie linii 114 jadącym w kierunku Kampusu UJ po godzinie 16 (ktokolwiek widział, ktokolwiek wie). Rzeczony siedemdziesięciolatek z dwiema siatkami kozaków świeżo zerwanych na kolanach zaczytywał się w publikacji (gazetowej, fakt, ale niewielu jego rówieśników czyta dodatki "sztuka") dotyczącej Sherie Levine. Pomyślałam, klawy gościu, mam ochotę pocałować cię porozumiewawczo w starcza łysinkę. Dobre wychowanie zwyciężyło.

06 października, 2008

03 października, 2008

care, carefull, careless

02 października, 2008


bo czas mija kiedy nie patrzymy

30 września, 2008

zakochałam się

w taj płycie. po raz kolejny, nieodwracalnie. chwilowo tyle:

w głowie mi się przepaliły
wszystkie bezpieczniki
szlag trafił święty spokój
roztrzaskał liczniki

cała jestem bałaganem
bitwą wojennym stanem
nie nie nie nie
nie jestem spokojna
w mojej głowie wojna

przerwa w dostawie, spacja

sama jestem sobie winna
jestem inna niż powinnam
poza normę wystrzelona
i wykolejona

ja ocean niespokojny
w mojej głowie gwiezdne wojny
poza normę się wystrzelam
i raz po raz wykolejam

maria-awaria

27 września, 2008

prosto.


Ekspansja minimalizmu. Zieleń na rajstopach, rukola z mozarellą. Bitwy łóżkowe do południa (mea culpa- zagoi się). Franek Kimono w wersjii oldschoolowej w radio śpiewa : pijmy wino za kolegów... nie mam ochoty odchodzić. Before you go - stay here :)

(foto- F Blog)

23 września, 2008



Chce mieć turban kolorowy

schować w nim swe cztery głowy


pierwsza głowa jest ognisko

lubi patrzeć na twe włosy

gdy swobodnie latasz nisko


druga głowa chowa lasy

wstydem włosy drżą rażone

gdy odpinam twoje pasy


trzecia głowa zwie się glina

me paznokcie rzeźbią bruzdy

twoje ciało się zagina


czwarta głowa to wodospad

początek i koniec w wodzie

sprawa jest dziecinnie prosta

22 września, 2008

20 września, 2008

smile, you are in candid camera !

Przykładowe tematy prac dyplomowych absolwentów mojego kierunku studiów:

- Bankowość islamska.
- Powstanie i rozwój piłki nożnej na ziemiach polskich do roku 1939.
- Obraz wroga klasowego w powieści socrealistycznej.
- Amway w Polsce- network marketing czy sekta ekonomiczna?
- Detektyw- stereotypy a realia. Organizacje detektywistyczne w Krakowie w latach 90-tych XX wieku.
- Role społeczne kobiet kreowane w miesięczniku "Cosmopolitan".
- Motocykl jako element kultury.

Bez komentarza//

18 września, 2008

http://gruppof.blogspot.com/2008/04/rainy-day.html



tak tak, panowie, zabieramy swoje damy z deszczu, bo wyglądają jakby płakały. i płaczę i boję się bo już może nie ciasteczko z dziurką a pączek z nadzieniem o mamooo

16 września, 2008

poczekalnia

Życie stało się bardziej kołdrowo - kanapowe, od kiedy (bojąc się o te części mnie, które są z cukru) nie wychodzę z wieży. Całe życie myślałam, że księżniczek nie obowiązuje nakaz noszenia parasola w dni deszczowe, jednak jak widać deszczowy tydzień potrafi mnie podporządkować nawet najbrutalniejszemu z praw wyimaginowanego królestwa.

Nie ma nic bardziej irytującego niż niemożność pójścia do kina. Szczególnie kiedy czuje się, że ten film przyciąga, namawia (nie żeby nachalnie, co to, to nie, ale zawsze to bardziej elegancko odpowiedzieć entuzjastycznie na pierwsze zaproszenie niźli czekać na powtórne zawiadomienie).

Na szczęście lekarstwa pierwszej potrzeby zawsze pod ręką- kraciasta koszula, pomarańczowe Hallsy, ***stronicowa historia fotografii, herbata z cytryną i ciepłe czarne futro z termoforem.

pees- chwała wszystkim użytkownikom aukcji internetowych, którzy z taką hojnością używają słów : dzianina, gruby, warkocz, narzutka, długi, sweter. Dziękuję wam, rozdawcy ciepeł wymyślonych.

14 września, 2008




http://en.wikipedia.org/wiki/Francesca_Woodman

mieszane uczucia z tych zdjęć. nie odczuwam niepokoju, to raczej zaplanowane. za oknem minus pięć nie kocham cię już. jakby mówić

być po słowie

"Chciałby sobie teraz polamentować lakrimozić doloryzować mizererzyć z rozpaczy się powić powyć poskowyczeć pozawodzić, puscić sobie jakiegos smutnego kontratenora, gorącą wodę do wanny, a potem krew"

"Biali,żółci, czarni, czerwoni, wszyscy dymają nas prosto w polską mysl szkoleniową. My mamy, kurwa, antyfutbol w genach!"

Kuczok

12 września, 2008

senność

"Zaczyna go dotykać, uciskać, żeby sprawdzić miejsca ewentualnych złamań, tu cię boli i tu, i tu, mój biedny bolesny Pięknisiu, któryś cierpiał rany, zmiłuj się nade mną, daj się pomiłować, czy kiedykolwiek ktoś dotykał cię tak delikatnie, czy zaznałeś takiej czułości, chyba nie, Pięknisiu, bo mrużysz oczy, zadrżałeś, lecz przecież nie z bólu, moje dłonie złagodzą twoje boleści, znam sie na cudzym bólu tak, jak ty na własnym, cały jesteś w bliznach, pełno na tobie śladów pól bitewnych, pożogi, klęski i sromoty, czytam z twoich blizn jak z naskalnych rytów, jesteś Pięknisiem z historią, tyle bólu ci zadali niedobrzy ludzie, że się od niego uzależniłeś, jak cię nie boli, to nie czujesz, że żyjesz, prawda, mój Pięknisiu, ty się bólu nie boisz, ty się boisz pieszczot, boisz sie, bo ich nie znasz, przyjemność osłabia czujność, odwraca uwagę, ktoś mógłby się do ciebie włamać, okraść z ciebie samego, to niebezpieczne, ty jesteś swój, swój chłopak, a nawet mężczyzna, swój, a nawet mój Piękniś, jesteś teraz jak piesek z azylu, który nie wiedział, że ludzka ręka może nie bić, tylko głaskać, ugłaskałem cię, Pięknisiu, domyślasz się chyba, że już dawno ustaliłem, co ci jest, już dawno powinienem cię odesłać na gipsownię, już od kilku minut jesteś łaskaw dawać sie głaskać, popatrz, zdjąłem już rękawiczki "


Kuczok

07 września, 2008

Marsz Jamników , Kraków 2008







próba przedarcia się przez rozgorączkowany tłum zalegający ulicę floriańską około południa w dniu dzisiejszym poskutokwała chorym zainteresowaniem powodem dla którego w tak absurdalny dzień o tak absurdalnej porze tak absurdalna orkiestra pogania małe poprzebierane pieski a ich włacicieli doprowadza do najwyższego podniecenia

A tu swięto - zdjęcia z marszu jamników, niech Bóg ma je w swojej opiece.(http://photos.trout.pl/thumbnails-61-page-1.html)

04 września, 2008

"Ja albo skórki - nie możesz wszystkiego obgryzać "

:):):)

najmilszemu

02 września, 2008

nie powiem od kogo dostałam

po rozmowie z Tobą tak bardzo zaschło mi w gardle skarbie
że mógłbym się napić z kałuży
a Ty byś mnie podrapała za uchem




;>

przed-poŁUDnie

Wizyty w muzeum są może nieco szkolne w formie, aczkolwiek w treści- im starszam- tym bardziej interesujące. Nie bardzo mogę sie teraz skupić, słuchając Marii Pe pieprzącej swoje miasto, w każdym bądź razie : Boznańska, Nowosielski, Lutyński,Czekała. Jakby zasiedzieli mi się w głowie.



"Kwiaciarki" Boznańskiej. Wcale nie tak monochromatyczne jak na obrazku. Podniecają mnie estetycznie koczki dziewcząt - dają wrażenie dyscypliny, jakiejś wyższej harmonii. Nie mówiąc już o dziewczynce odwróconej do widza plecami. Jej poza jest superwyzywająca - irytuje mnie, że nie wiem, czy jej oczy są spuszczone, czy jest skromna jak młodsze koleżanki. Bo może właśnie patrzy ponad nie, w okno, może kwiaty na stole w ogóle jej nie interesują. I to odbicie z lewej strony. Lustro, albo obrazek. Staje się ciekawe, kiedy mogę wybrać, kiedy nic nie jest do końca proste.



Nowosielskiego uwielbiam bez większych wyjątków. Inna rzecz, że tego, co najbardziej podobało mi się na wystawie, nie da sie odszukać w sieci. "Egzekucja" (rok wykonania dziwnie odniósł mnie do sytuacji kobiet linczowanych za utrzymywanie stosunków z niemieckimi żołnierzami po wojnie)i "Koleje żelazne". Więc dodałam ten akt, bo wydaje mi się, że znam modelkę. Choć to raczej mało prawdopodobne, byśmy z Jerzym mieli wspólnych znajomych. To może ten niebieski wydał mi się taki znajomy...

Na koniec coś, co faktycznie porusza. Nie potrzeba zbędnego komentarza. Siła polskiej animacji.




do poczytania- kawałek o muzyce dla rybek. ENJOY:>
http://artpapier.com/?pid=2&cid=2&aid=1028

31 sierpnia, 2008

Eve teasing

Niezwykłe, jaką przyjemność mogą dać zwykłe zakupy w supermarkecie. Że można sobie wybrać coś, podotykać, podjechać wózkiem. I okulary, i Hopper, i Rosetti w jednym miejscu. A w domu czekają Wysokie Obcasy z dwóch tygodni, takie ładne, kolorowe i nieprzeczytane...


dotykać, dotykać, dotykać. Nie, nie wstydzę się.

29 sierpnia, 2008

return

przylecial i wzial. Prosto w chmury, niczym Kleopatre w mleko. Odstawil na ziemie ojczysta, ukochana prawie tak jak lacinski alfabet i schabowe.

Ryszard sie lasi. Niedziela wolna. B spi. Cykaja swierszcze. Czytam, co u Ag dwoch. Zaczynam wracac, umyslem.

umowilam sie na wino:)

16 sierpnia, 2008

*

samolot pisze wiersz na niebie
wysylam go do ciebie
taki krotki esemes

czekam przylec i mnie wez
czekam przylec i mnie wez

15 sierpnia, 2008

dom

"bycie znow w domu" to stan dziwny. absurd goni absurd, a jest tak nieprzyzwoicie przyjemnie ! postoj w szczerym polu, dziwnie zgaszone cieple slodkie wino, dzudo-wariacje babci, brak polskich znakow w mozliwosciach anglo-jezycznego kompa. I jakby medale sie sypnely...:) Poza tym rozchelstane parady przed kolegami brata, lesne zagubienia i Maja coraz smielsza, coraz weselsza, coraz bardziej moja.

Ale tez chwile trudne. Trudno patrzy sie na cialo matki- cialo zmeczone, choc jeszcze mlode. Juz niezdolne, juz niechcace. Cialo przerodzone, cialo pomarszczone, cialo mimowolnie przyciagajace grudki ziemi. Wzruszajace i odpychajace zarazem. Cialo bezradne, a ukochane. Cialo bezwarunkowe. Od ktorego nie moge i nie chce sie uwolnic.

12 sierpnia, 2008

o kobiecości



"Jak gdyby kobiecość była prądem przebiegającym przez drut, na którym wiszą rzędem identyczne żarówki"

Faulkner, Azyl


pees - już niedługo znów daleko

11 sierpnia, 2008

09 sierpnia, 2008

mataviejitas

"W listopadzie 2002 r. 83-letnia Ana Aguilar Camin została pobita, a później uduszona kablem od żelazka w swoim domu niedaleko lotniska.

W marcu 2003 r. 78-ltnia Leonora Toledo została uduszona poduszką w mieszkaniu w centrum Mexico.

W listopadzie 2004 r. 88-letnia Margot Mariscal została uduszona paskiem w dzielnicy Tacuba.

W sierpniu 2005 r. 92-letnia Maria de los Angeles Repper została uduszona chustą w dzielnicy Escadon. Na jej ciele znaleziono liczne ślady pobicia. "

bardziej absurdalnie brzmi to, co powyżej, czy to, co poniżej?

"Juana Barazza została skazana na 759 lat więzienia. Jesli zostaną jej udowodnione wszystkie zbrodnie, może się okazać, że zabiła około 80 kobiet, a wtedy kara wzrośnie trzykrotnie"


cholernie trzepiący artykuł w Wysokich.

"Stare baby w kościołach mówią, ze zbliża się koniec świata. Zastanawiam się, czy nie mają racji"


(http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53669,5542737,W_nastepnym_numerze.html)

08 sierpnia, 2008

S A M S O N

your hair was long when we first met

and history books forgot about us
and the Bible didn't mention us

Samson came to my bed
told me that my hair was red
he told me I was beautiful
and came into my bed

I cut his har oneself one night
a pair of dull scissors and a yellow light
and he told me that I'd done alright
and kissed me till the morning light

you are my sweetest downfall
I loved you first ...

07 sierpnia, 2008

bo lubi króliczka ktoś


(jeffkoons.com)
Po pierwsze - i, jak mi się wydaje, w perspektywie zblizenia do Vee, wazne- nie lubię Małego Księcia. Darzę zaś wielkim sentymentem XVIII- wieczne portrety pięcioletnich ksiąząt i infantek w strojach koronacyjnych.
Z fotografiami Vee jest jak z poezją maski. Bohater wciela się w kogoś, podszywa, udaje. Ale tytuł jest mylący. Owszem, przyjęcia urodzinowe dzieci często organizowane są w formie balu przebierańców. Ale dziewczynki u Vee to nie wrózki, królewny czy czarownice. Nie piraci, nie superbohaterowie. Dziewczynki Vee to staruchy, małe lolity, baletnice, panienki z dobrych domów, czarne aniołki.
Nieznośnie pcha mi sie na usta Lacan (który, swoją droga doskonale potrafi odrzeć intelektualne porozumienie z erotycznego napięcia, czyż nie, Drogi Ka?). Że tozsamość, ze lustra. Ja czytam ze zdjęć Vee próbę uświadomienia. Bo co to znaczy, ze dziewięciolatka wydawać mi się moze dziwką albo dziewczynką z zapałkami? Tym razem to nie siła sugestii, to nie puszczenie magicznego oczka.
Birthday Party stanowi swoisty masaż. Przyjemny, acz na tyle mocny, bym później przez długie godziny nie zapomniała o istnieniu zadnego z mięśni pleców. Speers pokazuje, ze to, za kogo uważamy druga osobę, zalezy tylko od nas. Lub - z innej perspektywy - nie mam żadnego wpływu na to, jak postrzegają mnie ludzie.
Dlatego moge Cię postrzegać jako urzędnika; formalistę, z którym załatwiam interesy urzędowe; moge Cię postrzegać jako fotografa, oceniać przez pryzmat Twojego hobby. Podczas, gdy dla mnie będziesz miec twarz czułego kochanka, inne mogą Cię wspominać jako masochistę, osobę oziębłą lub niezaspokojoną. A przeciez (?) jesteś jeden.
Dlatego wydaje mi się, ze gdyby Vee wykorzystała jako modelkę tylko jedną dziewczynkę- zadne ze zdjęć nie straciłoby na sile przekonywania. I dlatego te fotografie tak męczą, w tak jadowity sposób nasycają moje oczy.
W przeciwieństwie do malarstwa pałacowego (tam "powaga roli", w jaka zostają wtłoczone dzieci, jest tak bezapelacyjnie sztuczna, ze wywołuje uśmiech. Napięcie rozładowuje wyobraźnia, która podpowiada obraz: w przerwie między kolejnymi plamami na płótnie maluchy bawią się ze zmanierowanym dworskim pieskiem, albo zaśmiewają do łez oglądając popisy arlekina na godziny) fotografie Vee nie mają w sobie nic z ironii.
Czuję się rozbrojona śmiertelną powagą ich prawdy.

03 sierpnia, 2008

Normalność ma charakter detaliczny, nie sprzedają jej hurtowo.

\Malutki leży opatulony w kołdrę, rozregulowany całodziennym bólem głowy, nie może zasnąć. Czarna podsypia na plecach. Za moją sprawką przed chwilą skończyły się sardynki, biały ser, ogórek, żółty ser i pudding. Jutro jedziemy do Zakopanego odwieźć foty Witkacego (sic!), pojutrze przyjeżdża Ł (swoją drogą- ciekawe JAK będzie, kiedy się tu zainstaluje na stałe), a w środę idziemy z malarzem na drinka. Oglądam film o wiele mówiącym tytule "Dakota works hard for her grade" i nie mogę sie oprzeć, by nie napisać o Vee Speers. Ale o niej jutro\

tak to jest jak się za długo siedzi w pracy


Widziałam tego gościa. Kanoniczą szedł. Nie wiem, co z tym teraz zrobić- w końcu to Jan Chrzciciel...

02 sierpnia, 2008

ta piosenka mnie relaksuje. ma coś w sobie.


http://www.youtube.com/watch?v=ROLO2f2jIlc

9

"Śnię:
Bolą mnie kości. Jestem sam w dużym mieście, czekam na jakiś list, jakiś telefon. Nie znam nikogo w mieście. Wychodzę wśród lodowatej mgły i kupuję dwie puszki z jakąś ciemną substancją, pęk ziół, trochę chleba i sera. Jest już noc. Oprócz ziół kupuję czasopismo ze zdjęciami nagich kobiet. W łazience wybieram najładniejsza kobietę (jest w niej coś z południowej półkuli czy ze Wschodu, twarz, która nie daje się sklasyfikować- ma duże oczy, jest przyzwoita); odwrócona jest tyłem, klęczy i pomimo tej pozycji widze obfite włosie jej łona. Włosy spadają na jej gołe plecy i teraz ukazuje profil. Onanizuję się patrząc na jej pośladki, jej długie włosy, jej dziewczęcy profil, ale właściwie nie widzę nic, gdyż mój umysł, moje pragnienia, mój głód są dalekie, gdzieś w powietrzu, między noca a dniem. Kładę się i czekam na coś przy zgaszonym świetle. Jestem zmęczony, bardziej czekaniem niż czymś innym. Od czasu do czasu serce mocniej mi bije. Lekarz, tuż obok mnie, mówi, że to rzecz normalna- ale w jakiś sposób niepokoi mnie to. Nic się nie dzieje. Jesteśmy w krematorium. Nie chcieli mnie tu wpuścić, abym nie pomieszał prochów zmarłych. Ale prochy sa moje, mówię. Jeśli tak, to w porządku. Płomienie ogarniają moje ciało."

z rozdziału : Limfa Labiryntu

"Śni mi się kobieta bez twarzy, leżąca obok mnie z pianą na ustach i wydzielająca ostry zapach:na ciele ma ciemne pręgi. (Tak naprawdę nie widzę tego, ale tak właśnie jest). Wstydzisz sie tańczyć w mojej obecności? - pytam ją. Czy to jest Ruth ta kobieta bez twarzy? - Wstydzisz się mnie, który ma odciski na rękach i rany na ciele, a tańczyłem na ulicy Vieira Fazenda stojąc na kafelkowej podłodze i całowałem dziewczynę z ciemnym zębem w ustach? Ogień i miecz w mojej głowie, żar w siatkówce, pot i ślina, wydzieliny, muskuły i kości. Jest trzecia, sąsiedzi śpią przed kolorową telewizją. Czyjś głos-Uwaga na ranę na czole. Fotografia mojej matki w ramie oblamowanej perłową masą zajmuje cały niewidzialny ekran."


(Rubem Fonseca, Wielkie emocje i uczucia niedoskonałe)

30 lipca, 2008

state of being
uncertainly
useless

Usprawiedliwienie

nie przez byle kogo wystawione. cytat z Susan Sontag:

"Upodobanie do cytatu ( i kolekcjonowanie nietrzymających się kupy cytatów) jest typowo surrealistyczne. A przeto Walter Benjamin - którego surrealistyczna wrażliwość przewyższa wrażliwość wszystkich pozostałych przedstawicieli tego kierunku- należał do namiętnych zbieraczy cytatów. W mistrzowskim szkicu poświęconym Benjaminowi, Hannah Arendt przypomina, że "nic nie charakteryzowało go lepiej w latach trzydziestych niż malutkie notesiki w czarnych okładkach, które zawsze nosił przy sobie i w które nieustannie wpisywał w formie cytatów to, co przynosiło mu codzienne życie. Wyławiał istne perełki. Od czasu do czasu czytał na głos, pokazywał znajomym niczym okazy z drogocennej kolekcji." Jakkolwiek tego rodzaju zbieractwo można uważać za całkiem ironiczne naśladownictwo cytowanych autorów- za "bezkrwawe łowy"- nie oznacza to, że Benjamin odtrącał rzeczywistość. Przekonany był bowiem, że sama rzeczywistość zachęcała do mnożenia kolekcji czegokolwiek i usprawiedliwiała bezbożne, z konieczności niszczycielskie, obrządki zbieracza. W świecie, który jest na najlepszej drodze do tego, by paść jednym wielkim łupem, kolekcjoner staje się kimś oddanym pobożnemu dziełu ocalenia."

i ta kompozycja szkatułkowa... od razu lepiej:)

tribute to Siata

29 lipca, 2008

kilka czystych taktów to bardzo dużo


najpierw coś do polecenia - artykuł o Witkacym- portreciście w najnowszym DF. szczególnie to jedno.



AUTOCHROMY - pierwsze kolorowe fotografie, które pojawiły się w 1907 roku i przetrwały niecałe 30 lat. Produkowane przez Steichenia, Stieglitza, Lartigue'a oraz Rzącę (http://miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,35611,3426788.html).

Miały na celu oddanie kolorowej rzeczywistości, tymczasem kolory są na nich tak niewiarygodne, że zdumiewają mnie- żyjącą w postmartinopaarowskiej erze, która na wszystkie kolory powinna nas dawno uodpornić.

27 lipca, 2008

ciekawe, kiedy tu zajrzysz. Skarbie

wiem, że nie powinnam.
i właśnie dlatego to robię.