07 czerwca, 2009

do M***



Majka skończyła dziś trzy lata. Powiedziała mi przez telefon, że właśnie kładzie się z mamą spać, i że dostała od babci rower.

Nie wiem, czego można życzyć takiemu maleństwu. Pamiętam, lipiec sierpień dwa lata wstecz, miała tendencję do zasypiania mi na rękach. To było takie niesamowite - kładłam sobie te trzy kilogramy delikatnego puchu tak, by główka wpasowała się w zagłębienie w mojej szyi. I zawsze zasypiała, więc chodziłyśmy tak po pokoju (jeszcze w mieszkaniu, jeszcze nie w domu, który przyjdzie jej pamiętać jako rodzinny) nieraz dwie, trzy godziny, aż zmęczona siadałam na kanapie, z wyprężonym kręgosłupem, pomna zasad amortyzacji.

Chciałabym jej kiedyś opowiedzieć, jak w wieku lat dwóch uwielbiała kłaść się razem z kotem na nagrzanych słońcem płytkach w holu. Kot najchętniej brzuchem do góry, Maja twarzą do ciepła.
I jak Maciek nauczył się dla niej bajki o wężu, który układa swe ciało w różne litery w zależności od tego, jakie zwierzę właśnie zjada - ich dwugłos przy okazji jej opowiadania zawsze doprowadzał mnie do łez ze śmiechu.

I to wszystko pewnie kiedyś jej powiem, może przeczyta, dlatego (mimo tytułu) tekstu nie adresuję. Mam nadzieję, ze wszystko się ułoży i zgodnie z planem już niedługo się zobaczymy.
Bo nie wiem, jak można nie tęsknić za esencją radości.