
Majka skończyła dziś trzy lata. Powiedziała mi przez telefon, że właśnie kładzie się z mamą spać, i że dostała od babci rower.
Nie wiem, czego można życzyć takiemu maleństwu. Pamiętam, lipiec sierpień dwa lata wstecz, miała tendencję do zasypiania mi na rękach. To było takie niesamowite - kładłam sobie te trzy kilogramy delikatnego puchu tak, by główka wpasowała się w zagłębienie w mojej szyi. I zawsze zasypiała, więc chodziłyśmy tak po pokoju (jeszcze w mieszkaniu, jeszcze nie w domu, który przyjdzie jej pamiętać jako rodzinny) nieraz dwie, trzy godziny, aż zmęczona siadałam na kanapie, z wyprężonym kręgosłupem, pomna zasad amortyzacji.
Chciałabym jej kiedyś opowiedzieć, jak w wieku lat dwóch uwielbiała kłaść się razem z kotem na nagrzanych słońcem płytkach w holu. Kot najchętniej brzuchem do góry, Maja twarzą do ciepła.
I jak Maciek nauczył się dla niej bajki o wężu, który układa swe ciało w różne litery w zależności od tego, jakie zwierzę właśnie zjada - ich dwugłos przy okazji jej opowiadania zawsze doprowadzał mnie do łez ze śmiechu.
I to wszystko pewnie kiedyś jej powiem, może przeczyta, dlatego (mimo tytułu) tekstu nie adresuję. Mam nadzieję, ze wszystko się ułoży i zgodnie z planem już niedługo się zobaczymy.
Bo nie wiem, jak można nie tęsknić za esencją radości.
Nie wiem, czego można życzyć takiemu maleństwu. Pamiętam, lipiec sierpień dwa lata wstecz, miała tendencję do zasypiania mi na rękach. To było takie niesamowite - kładłam sobie te trzy kilogramy delikatnego puchu tak, by główka wpasowała się w zagłębienie w mojej szyi. I zawsze zasypiała, więc chodziłyśmy tak po pokoju (jeszcze w mieszkaniu, jeszcze nie w domu, który przyjdzie jej pamiętać jako rodzinny) nieraz dwie, trzy godziny, aż zmęczona siadałam na kanapie, z wyprężonym kręgosłupem, pomna zasad amortyzacji.
Chciałabym jej kiedyś opowiedzieć, jak w wieku lat dwóch uwielbiała kłaść się razem z kotem na nagrzanych słońcem płytkach w holu. Kot najchętniej brzuchem do góry, Maja twarzą do ciepła.
I jak Maciek nauczył się dla niej bajki o wężu, który układa swe ciało w różne litery w zależności od tego, jakie zwierzę właśnie zjada - ich dwugłos przy okazji jej opowiadania zawsze doprowadzał mnie do łez ze śmiechu.
I to wszystko pewnie kiedyś jej powiem, może przeczyta, dlatego (mimo tytułu) tekstu nie adresuję. Mam nadzieję, ze wszystko się ułoży i zgodnie z planem już niedługo się zobaczymy.
Bo nie wiem, jak można nie tęsknić za esencją radości.