Bolą mnie kości. Jestem sam w dużym mieście, czekam na jakiś list, jakiś telefon. Nie znam nikogo w mieście. Wychodzę wśród lodowatej mgły i kupuję dwie puszki z jakąś ciemną substancją, pęk ziół, trochę chleba i sera. Jest już noc. Oprócz ziół kupuję czasopismo ze zdjęciami nagich kobiet. W łazience wybieram najładniejsza kobietę (jest w niej coś z południowej półkuli czy ze Wschodu, twarz, która nie daje się sklasyfikować- ma duże oczy, jest przyzwoita); odwrócona jest tyłem, klęczy i pomimo tej pozycji widze obfite włosie jej łona. Włosy spadają na jej gołe plecy i teraz ukazuje profil. Onanizuję się patrząc na jej pośladki, jej długie włosy, jej dziewczęcy profil, ale właściwie nie widzę nic, gdyż mój umysł, moje pragnienia, mój głód są dalekie, gdzieś w powietrzu, między noca a dniem. Kładę się i czekam na coś przy zgaszonym świetle. Jestem zmęczony, bardziej czekaniem niż czymś innym. Od czasu do czasu serce mocniej mi bije. Lekarz, tuż obok mnie, mówi, że to rzecz normalna- ale w jakiś sposób niepokoi mnie to. Nic się nie dzieje. Jesteśmy w krematorium. Nie chcieli mnie tu wpuścić, abym nie pomieszał prochów zmarłych. Ale prochy sa moje, mówię. Jeśli tak, to w porządku. Płomienie ogarniają moje ciało."