Nie mam ochoty tego pisać (wiedziona intuicją, że utwierdzi cię to w nieuzasadnionej męskiej dumie, Kot), ale mężczyźni zaatakowali mnie w ciągu ostatnich kilku dni taką ilością odpowiedzialności własnej, że coby zrobić miejsce na więcej takich miłych niespodzianek- kilka muszę przepisać z głowy.
Po pierwsze ojciec Ireneusz, który postanowił przełamać rutynę codziennego życia u boku dojrzewającego syna, małoletniej córki oraz odwiecznie oddanej kobiety i zapisać się na studia. Godne pochwały. Szczególnie gdy wyobrażam sobie (oj, tato...) jak ubrany w garnitur czterdziestodwulatek czuje się wśród ledwopomaturalnej prowincjonalnej młodzieży. I jak ironia społecznego cienia, który kładzie się na wszystkim , czego się dotknie, czyni z niego przewodnika stada, barana z pierwszego rzędu, starostę roku. Tato, jestem dumna, że na pierwszych zajęciach z rosyjskiego zaprotestowałeś przeciwko opresyjnemu systemowi selekcji nauczanych na uniwersytecie języków, i na teście sprawdzającym Twoją wiedzę praktyczną pozostawiłeś jedynie esencję- imię i nazwisko.
Poza tym Kot. Ma wyjątkową umiejętność uszczęśliwiania na siłę, które przekonuje mnie, że warto czasem posłuchać i nie udawać, że wiesza się pranie w pokoju obok. Zobaczymy, jak będzie.
Na koniec pozostawiam Szanownego Pana siedzącego koło mnie w autobusie linii 114 jadącym w kierunku Kampusu UJ po godzinie 16 (ktokolwiek widział, ktokolwiek wie). Rzeczony siedemdziesięciolatek z dwiema siatkami kozaków świeżo zerwanych na kolanach zaczytywał się w publikacji (gazetowej, fakt, ale niewielu jego rówieśników czyta dodatki "sztuka") dotyczącej Sherie Levine. Pomyślałam, klawy gościu, mam ochotę pocałować cię porozumiewawczo w starcza łysinkę. Dobre wychowanie zwyciężyło.
Po pierwsze ojciec Ireneusz, który postanowił przełamać rutynę codziennego życia u boku dojrzewającego syna, małoletniej córki oraz odwiecznie oddanej kobiety i zapisać się na studia. Godne pochwały. Szczególnie gdy wyobrażam sobie (oj, tato...) jak ubrany w garnitur czterdziestodwulatek czuje się wśród ledwopomaturalnej prowincjonalnej młodzieży. I jak ironia społecznego cienia, który kładzie się na wszystkim , czego się dotknie, czyni z niego przewodnika stada, barana z pierwszego rzędu, starostę roku. Tato, jestem dumna, że na pierwszych zajęciach z rosyjskiego zaprotestowałeś przeciwko opresyjnemu systemowi selekcji nauczanych na uniwersytecie języków, i na teście sprawdzającym Twoją wiedzę praktyczną pozostawiłeś jedynie esencję- imię i nazwisko.
Poza tym Kot. Ma wyjątkową umiejętność uszczęśliwiania na siłę, które przekonuje mnie, że warto czasem posłuchać i nie udawać, że wiesza się pranie w pokoju obok. Zobaczymy, jak będzie.
Na koniec pozostawiam Szanownego Pana siedzącego koło mnie w autobusie linii 114 jadącym w kierunku Kampusu UJ po godzinie 16 (ktokolwiek widział, ktokolwiek wie). Rzeczony siedemdziesięciolatek z dwiema siatkami kozaków świeżo zerwanych na kolanach zaczytywał się w publikacji (gazetowej, fakt, ale niewielu jego rówieśników czyta dodatki "sztuka") dotyczącej Sherie Levine. Pomyślałam, klawy gościu, mam ochotę pocałować cię porozumiewawczo w starcza łysinkę. Dobre wychowanie zwyciężyło.