Po pierwsze - i, jak mi się wydaje, w perspektywie zblizenia do Vee, wazne- nie lubię Małego Księcia. Darzę zaś wielkim sentymentem XVIII- wieczne portrety pięcioletnich ksiąząt i infantek w strojach koronacyjnych.
Z fotografiami Vee jest jak z poezją maski. Bohater wciela się w kogoś, podszywa, udaje. Ale tytuł jest mylący. Owszem, przyjęcia urodzinowe dzieci często organizowane są w formie balu przebierańców. Ale dziewczynki u Vee to nie wrózki, królewny czy czarownice. Nie piraci, nie superbohaterowie. Dziewczynki Vee to staruchy, małe lolity, baletnice, panienki z dobrych domów, czarne aniołki.
Nieznośnie pcha mi sie na usta Lacan (który, swoją droga doskonale potrafi odrzeć intelektualne porozumienie z erotycznego napięcia, czyż nie, Drogi Ka?). Że tozsamość, ze lustra. Ja czytam ze zdjęć Vee próbę uświadomienia. Bo co to znaczy, ze dziewięciolatka wydawać mi się moze dziwką albo dziewczynką z zapałkami? Tym razem to nie siła sugestii, to nie puszczenie magicznego oczka.
Birthday Party stanowi swoisty masaż. Przyjemny, acz na tyle mocny, bym później przez długie godziny nie zapomniała o istnieniu zadnego z mięśni pleców. Speers pokazuje, ze to, za kogo uważamy druga osobę, zalezy tylko od nas. Lub - z innej perspektywy - nie mam żadnego wpływu na to, jak postrzegają mnie ludzie.
Dlatego moge Cię postrzegać jako urzędnika; formalistę, z którym załatwiam interesy urzędowe; moge Cię postrzegać jako fotografa, oceniać przez pryzmat Twojego hobby. Podczas, gdy dla mnie będziesz miec twarz czułego kochanka, inne mogą Cię wspominać jako masochistę, osobę oziębłą lub niezaspokojoną. A przeciez (?) jesteś jeden.
Dlatego wydaje mi się, ze gdyby Vee wykorzystała jako modelkę tylko jedną dziewczynkę- zadne ze zdjęć nie straciłoby na sile przekonywania. I dlatego te fotografie tak męczą, w tak jadowity sposób nasycają moje oczy.
W przeciwieństwie do malarstwa pałacowego (tam "powaga roli", w jaka zostają wtłoczone dzieci, jest tak bezapelacyjnie sztuczna, ze wywołuje uśmiech. Napięcie rozładowuje wyobraźnia, która podpowiada obraz: w przerwie między kolejnymi plamami na płótnie maluchy bawią się ze zmanierowanym dworskim pieskiem, albo zaśmiewają do łez oglądając popisy arlekina na godziny) fotografie Vee nie mają w sobie nic z ironii.
Czuję się rozbrojona śmiertelną powagą ich prawdy.