28 września, 2012
bomba.
bomba. stale, od lat już, ładujący się akumulator. reaktor jądrowy, samonapędzające się kółeczko bez udziału chomiczka. Kiedyś to, co chłonęłam, naturalnie wychodziło ze mnie w formie wieczornych prywatnych sypialnianych mszy przy świecach, komunii w wannie przy muzyce i psalmów pisanych w specjalnych zeszytach do wierszy. A od jakiegoś czasu wpada w czarną dziurę pod mostkiem i nijak nie może się wydostać. Ktoś kiedyś będzie miał tego pecha trafić na kopalnię odkrywkową, o ile ten czarny balonik nie pęknie, zalewając wnętrzności atramentem z ośmiornicy.